Strona główna blog

WYPADEK


WYPADEK

 

Warszwskie Bielany, róg Żeromskiego i Przybyszewskiego, sobota piętnastego maja około godziny dziewiętnastej. Wypadek. Poważny. Dwa skasowane auta, trzy karetki pogotowia, dwa wozy straży pożarnej. Zatrzymuję się, żeby zobaczyć jak sobie radzą.

 

Akcja strażaków jest sprawna i bezszmerowa, pogotowie ratunkowe też się zwija.

 

Jako ostatnia przyjeżdża policja. Trzy radiowozy.

I zaczyna się. Policjanci wprowadzają chaos. Zwraca uwagę zwłaszcza jeden, wrzeszczy, macha rękami, biega z aparatem fotograficznym, drze się na całą ulicę do drugiego policjanta: „no przestaw ten radiowóz!!!” (widocznie radiowóz zasłania miejsce wypadku).

Policjant z aparatem staje na środku jezdni. Za nim rzeka pojazdów, ktoś próbuje go ominąć, policjant wpada w furię, wali ręką w szybę samochodu, wrzeszczy do przerażonej pani za kierownicą: „Stój!!! Nie widzisz znaków!?”

Nieprawda, znaki wprawdzie są, ustawione przez policjantów, ale nie na tym pasie ruchu, na którym znajduje się auto. Przerażona pani za kierownicą nieruchomieje.

Policjant zrobił zdjęcia, potem gdzieś pobiegł i zapomniał o czekających samochodach. Dwa sznury aut stoją, za skarconą panią zaczyna się trąbienie, jednak pani boi się ruszyć - nie dziwię się jej. W końcu któryś z policjantów się lituje i przywraca ruch.

Odnosi się wrażenie, że policjanci chcą pokazać swoją „władzę”. A przecież pracują za nasze podatki. I chyba nie mają w umowie o pracę, że wolno im wrzeszczeć na kierowców, zwracać się do nich na „ty”, traktować ich obraźliwie.

Czy idziemy w stronę państwa policyjnego?

Napisz pierwszy komentarz

blog - blog