|
CZYM JEST LITERATURA? Przy okazji targów książki, a nawet i bez żadnej okazji, warto odpowiedzieć sobie na to pytanie. Kiedy czytamy książkę, zapominamy o świecie. Z tego by wynikało, że literatura jest narkotykiem. Używką. Alkoholem i papierosami w jednym. I tak jest w istocie. To jest podstawowa jej funkcja. Książka pozwala nam zapomnieć. Przenieść się w inny świat. Świat cudzy? Niekoniecznie. Raczej własny, taki jakim chcielibyśmy, żeby był. Książka pozwala nam podróżować w czasie i w przestrzeni. Pozwala przetrenować sytuacje, których doświadczanie na jawie mogłoby się dla nas źle skończyć. W tym sensie literatura jest snem. Miarą dobrej literatury jest jej funkcja narkogenna. Nie bez powodu najlepsze książki to te, do których się wraca. Które można czytać w kółko - i nigdy się nie znudzą. Mimo że znamy je na pamięć. To przecież nie ma znaczenia. Piwo też znamy na pamięć. Literatura pozwala nam się rozwijać. Nie tylko w sensie poznawczym - jako źródło wiedzy. Prawdę mówiąc jako źródło wiedzy faktograficznej - o historii, geografii, naukach ścisłych - literatura jest bardzo kiepska. Często lansuje zupełnie wypaczoną wersję rzeczywistości. Wynika to czasem z niedouczenia pisarzy, które z kolei jest wynikiem tradycyjnego podziału na nauki ścisłe i nauki humanistyczne. A czasem z tego, że autor koniecznie chciał nas do czegoś przekonać i nagiął rzeczywistość. Nieco lepiej jest z literaturą jako źródłem wiedzy psychologicznej - pisarze to na ogół dobrzy psychologowie, inaczej nie byliby w stanie konstruować postaci ani wzbudzać emocji, które wciągają czytelnika. Literatura pozwala nam się natomiast rozwijać w całkiem innym - niż poznawczy - sensie. Rozwijać wyobraźnię. Podobnie zresztą jak cała Sztuka. Literatura jednak rozwija bardziej niż przekaż obrazowy. Mówi się wprawdzie, że jeden obraz jest wart tysiąca słów. Tak, w pewnym sensie. Ale jest też druga strona medalu. Polega ona na tym, że słowa ubieramy w obraz - sami. Aktywność odbiorcy literatury, aktywność umysłowa oczywiście, jest o wiele większa niż aktywność odbiorcy jakiejkolwiek innej sztuki. W tym tkwi wielka przewaga książki nad filmem. Książka jest tylko scenariuszem, do którego każdy z nas realizuje sobie film - w głowie. Ta praca wyobraźni jest bezcenna dla naszego rozwoju. Oczywiście widz filmowy też może uruchamiać swoją wyobraźnię, na przykład fantazjując na temat akcji czy postaci, wyobrażając sobie inną fabułę niż ta pokazana w filmie. Jednak jest to zjawisko na o wiele mniejszą skalę. W filmie wszystko jest dane. Gotowe. Dlatego wszelkie proroctwa o upadku czytelnictwa są tylko proroctwami. Nic nie zastąpi słowa pisanego. Co najwyżej można zastąpić papier - ekranem. Litery - głosem lektora. I to wszystko. A adaptacje? Flirt literatury z filmem, literatura jako pożywka dla filmu? Adaptacja filmowa książki jest jej zabiciem. Nie bez przyczyny wielu wybitnych pisarzy nie godzi się na ekranizację swoich dzieł. By się przekonać, że pogłoski o śmierci literatury są mocno przesadzone, wystarczy wejść na fora gdzie czytelnicy przerzucają się uwagami o książkach, polecają sobie lektury, dzielą się wrażeniami. Albo wejść na targi książki i trochę poprzepychać się przez tłumy. Te tłumy ludzi naprawdę zainteresowanych książką, które na co dzień nikną, rozrzedzają się w masie ludzkiej zajętej innymi sprawami.
|