|
JAK BYŁO NA KONFERENCJI No więc konferencja się odbyła, okrojona, ale jednak, w warunkach dość spartańskich ale miłych. Przyszedłem spóźniony, było już po wykładzie Singera, ale inne wystąpienia były bardzo ciekawe - zwłaszcza energetyczna i konkretna prezentacja Sonji Van Tiehelen z Eurogroup for Animals. Profesor Maria Szyszkowska ładnie mówiła o tym, że stosunek do zwierząt jest miarą wartości człowieka Robert Maślak i Agnieszka Sergiel, zoolodzy, opowiadali o prawnych aspektach przetrzymywania zwierząt w ogrodach zoologicznych, były też panie z Krakowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, była Justyna Zwolińska - prawnik wyspecjalizowany w sprawach ochrony zwierząt przed okrucieństwem ludzi. Ogólne wrażenie: o ile w liczbie błyszczących samochodów, eleganckich garniturów ślubnych i quadów jako prezenty komunijne dla milusińskich doganiamy już Europę (czy raczej nasze o niej wyobrażenie), o tyle w dziedzinie ochrony praw zwierząt nie tylko nie doganiamy, ale nawet idziemy w drugą stronę. Przewijały się koszmarne tematy: Chów klatkowy, transport rozklekotaną ciężarówką jako długa, jedyna w życiu podróż, podróż do śmierci. Koszmarny los niedźwiedzi, które spędzają po kilkadziesiąt lat leżąc na betonie. O ile w Szwecji niedźwiedź ma prawo do wybiegu o powierzchni 1500 metrów kwadratowych, o tyle u nas piętnaście razy mniej, a i to nie jest przestrzegane. Przy czym - i to już kuriozum - przepisy regulujące te normy dopasowuje się do... możliwości finansowych ogrodów zoologicznych. A właściwie nie tyle ogrodów, bo są to raczej średniowieczne menażerie. Przywodzą na myśl dwory szlacheckie sprzed stu lat gdzie ozdobą i atrakcją przy podjeździe był przykuty na łańcuchu niedźwiedź. Tymczasem ogrody zoologiczne, zamiast zanikać, rozbudowują się i za wielkie pieniądze sprowadzają żyrafy, nosorożce, słonie, byle tylko gawiedź płaciła za bilety i ogród zoologiczny mógł zarabiać. Było dużo o tragicznej sytuacji schronisk, których kondycję mogłaby poprawić jedna setna fortuny wyrzucanej na budowanie stadionów, na których tłuszcza będzie wrzeszczeć z uciechy na widok dwudziestu dwóch małp naczelnych uganiających się za kawałkiem nadmuchanej skóry - oczywiście zwierzęcej. Było o dziurawym prawie i jeszcze dziurawszej jego egzekucji. O przesądach sprawiających, że nieliczni prawnicy którzy podejmują się bronić zwierząt... boją się do tego przyznać, z obawy przed ośmieszeniem w środowisku. Wszystko to rzeczy znane, ale zebrane razem - robiły wrażenie. Pozytywy? Odczucie, że uczestniczyłem w czymś ważnym, że zamiast być bombardowanym ze wszystkich stron bredniami jakie serwują media, zamiast być obrzucanym kłótniami politycznymi czy meandrami naszej ludzkiej chciwości zwanymi giełda, dochód, rozwój - nareszcie wysłuchałem czegoś ważnego. I chociaż było o rzeczach strasznych, poczułem się jakbym odetchnął świeżym powietrzem. Jednocześnie przez cały czas konferencji myślałem o czymś innym. Nie dawał mi spokoju obrazek, który zobaczyłem przed wejściem do Trafficu, na rogu Brackiej i Alej Jerozolimskich. Jest tam słup ogłoszeniowy, a na nim zdjęcie kobiety, i rysunek. Najpierw pomyślałem, że rysunek ktoś dorobił. Że jest to dzieło jakiegoś domorosłego ulicznego grafika-dowcipnisia. Ale zaraz zrozumiałem, że nie. Rysunek zrobiła, i razem z plakatem rozprowadziła i pięknie wyeksponowała na podświetlanych słupach ogłoszeniowych bogata korporacja. Kampania musiała kosztować więcej niż najpiękniejszy wybieg jaki można by zbudować dla Niedźwiedzia trzymanego przez całe życie w klatce o wymiarach 6 na 5 metrów. Albo na posprzątanie tysiąca chlewów. Chlewów, w których trzymamy świnie w przymusowym brudzie. Bo przecież świnie nie są brudne „jak świnie”. To zwierzęta tak czyste jak wszystkie inne, a smród w jakim żyją jest naszą zasługą. Gdyby ludzi trzymać w chlewie i kazać im siedzieć w ich własnych ekskrementach, też by śmierdzieli. Niektórzy śmierdzą i bez tego. Plakat, który nie dawał mi spokoju, odwołuje się właśnie do śmierdzących ludzi. Przynajmniej na to wygląda. Na plakacie jest olbrzymie zdjęcie kobiety. Kobieta ma rękę wysoko uniesioną, zapewne jest w tramwaju i trzyma się poręczy. Ubrana jest w sukienkę bez rękawów. Centralnym elementem zdjęcia jest jej piękna, gładka skóra pod pachą. Najwidoczniej jednak skóra jest nie dość czysta, albowiem na skórze wymalowano postać świnki. Przekaz? Oczywisty. Nie bądź świnią, kup nasz dezodorant. Staniesz się człowiekiem. Dalszy ciąg przekazu, nie dopowiedziany na plakacie, jawił mi się podczas całej konferencji: człowiek trzymany w klatce, we własnych ekskrementach, a dookoła przechodnie, którzy zamknęli człowieka w klatce i kazali mu robić pod siebie. Przechodnie chichrają się, zatykają nosy, wskazują palcem usmarowanego kałem człowieka, śmieją się. Wyciągają dezodoranty i spryskują się pod pachami. Kim są przechodnie? Nazistami? Bestiami? Po prostu ludźmi.
|