Strona główna blog

KSIĄŻKI KUCHARSKIE


KSIĄŻKI KUCHARSKIE

Chciałem coś samemu przyrządzić i kupiłem kilka książek kucharskich, bo lubię do wszystkiego podchodzić starannie i naukowo.

Książki kucharskie. Milutkie książeczki, emanuje z nich domowe ciepełko, rodzinne szczęście, żonka w kuchni, w fartuszku, apetyczne zapachy, dymiąca potrawa na talerzu. Dymiąca? Ależ tak. Książka kucharska jest lekturą dymiącą, pachnącą siarką. Jeży włosy na głowie. Pod warunkiem, że umiemy czytać.

Które zwierzęta gotujemy żywcem? Czy tylko mule? Otwierają się podczas gotowania. Powinny się otwierać? Tego nie zapamiętałem, czy powinny się zamykać czy otwierać, w każdym razie to coś znaczy, jeżeli się nie otwierają to znaczy że były nieżywe w chwili gotowania, więc  są nieudane, fe. Mule lubią być gotowane żywcem! Tu zaraz ktoś powie, że mule nie mają systemu nerwowego rozwiniętego w takim stopniu, żeby mogły odczuwać ból. Że są jak ludzkie zygoty. (to może będziemy gotować ludzkie płody?) Dobrze więc, weźmy co innego.

Bo przecież nie tylko mule. Wszystkie raki, kraby. Wszystkie „owoce morza”, którymi się tak zachwycamy, o których mówimy z takim romantycznym rozmarzeniem - wrzucamy żywe do wrzątku.

 

Dobrze, więc zostawmy owoce morza. Jedźmy dalej. Kartkujmy książkę kucharską.

Zupa z płetwy rekina. O, brzmi bardzo apetycznie. Czy ktoś wie, jak się ją robi? No, oczywiście, trzeba zagotować wodę, posolić, dodać przyprawy... Nie, nie, ale przedtem? Przedtem? No, pójść do sklepu rybnego! Nie, nie, jeszcze przedtem! Zarobić pieniądze? Nie, nie o to mi chodzi. Chodzi mi o jeden z  najobrzydliwszych procederów: ucinanie złowionym, żywym rekinom płetw na zupę i wrzucanie delikwentów żywych z powrotem do morza. Już bez płetw. Nawet nie zadajemy sobie trudu, żeby je zabić po tej operacji, co by im oszczędziło koszmarnego umierania przez wiele dni. Po prostu, chlup za burtę. Kto by się nimi przejmował. A płetwy na zupę! Zagotować wody, osolić...
Napisz pierwszy komentarz

blog - blog