|
WYSTĘP W TELEWIZJI Dzisiaj zaproszono mnie do telewizji. To znaczy wczoraj zaproszono, żebym dzisiaj wystąpił. O siódmej rano. Pan, który do mnie zadzwonił, nie chciał przesunąć programu na popołudnie, mimo że go o to poprosiłem. Bo ponoć jest to program śniadaniowy i nie może być po południu. Nie przyjąłem tego z entuzjazmem, ze względu na porę. Ale cóż, możliwość przemówienia do kilku milionów ludzi może i usprawiedliwia takie poświęcenie. No więc zgodziłem się. Nastawiłem dwa budziki, właściwie nie opłacało się kłaść spać, ale jakoś udało mi się zapaść w niespokojną drzemkę. Z trudem się zwlokłem gdy budziki zadzwoniły, miałem wrażenie że spałem jakieś dwie-trzy sekundy. Miałem poważne wątpliwości, czy o tak wczesnej porze metro kursuje. Ale okazało się, że kursuje i że nawet jest w nim pełno ludzi, którzy jadą nie wiem dokąd. Czyżby wszyscy do telewizji? W takim razie przy wejściu będzie niezła kolejka. Na szczęście okazało się, że nie. W samej telewizji była tylko niewielka kolejeczka zaproszonych „ciekawych ludzi”. Program był rzeczywiście bardzo śniadaniowy. To znaczy taka mieszanka przepisów kulinarnych, ciekawostek przyrodniczych, prognozy pogody i lśniących uśmiechów. Pani, która regulowała ruch przed wejściem do studia, powitała mnie uprzejmie, zaprowadziła do charakteryzatorni, a potem poinstruowała: - Tylko jak pan będzie mówił o zwierzętach, to bardzo proszę żeby to było optymistyczne i pozytywne. Taka, wie pan, dobra energia na dzień dobry, milutko i przyjemnie! Trochę mnie wkurzyło, że ktoś mi mówi co mam mówić, i w pierwszej chwili miałem ochotę zrobić w tył zwrot i wrócić do domu, ale jak pomyślałem o moim poświęceniu z porannym wstaniem po trzech godzinach snu - zmieniłem zdanie. Poczekaj, pomyślałem sobie. Program jest na żywo. Pożałujesz. W studiu powitała mnie urocza Pani Prezenterka, odpicowana, wytapirowana, wytapetowana, z lśniącym uśmiechem od ucha do ucha, cała tryskająca optymizmem i taka gładka, miła, sympatyczna, w sukience w kolorze porannej kawy i bluzce w kolorze porannej herbaty. Gdzieś z boku stały jakieś stoły, blaty przy których kucharze szykowali jakieś potrawy, zapewne prezentowane w dalszej części programu w ramach przepisów kulinarnych na dzień dobry. Usiedliśmy z Panią Prezenterką na wygodnych kanapach, czekałem już na standardowe pytanie „to o czym jest ta pańska książka?” ale Pani Prezenterka miło mnie zaskoczyła, była w temacie i dobrze przygotowana: - Czego od bohaterów pana książki moglibyśmy się dowiedzieć o zwierzętach? - spytała. Zacząłem delikatnie, od tego że gdy zaprzyjaźnimy się z Myszą i Niedźwiedziem, co do których nie do końca wiadomo czy są ludźmi czy zwierzętami, to może zrozumiemy ile jest ludzkich cech w zwierzętach, a ile zwierzęcych cech w nas samych. Bo przecież my też jesteśmy zwierzętami, należymy do grupy małp naczelnych (tu pani prezenterka leciutko drgnęła) - tak, ciągnąłem miłym, gładkim, optymistycznym tonem - jesteśmy zwierzętami a nasze panowanie nad światem zawdzięczamy naszej drapieżności i bezwzględności. (Pani Prezenterka jakby trochę zesztywniała, lecz uśmiech nie schodził z jej twarzy) - A jeśli chodzi o to, czego się możemy nauczyć - kontynuowałem - to chyba tego, że zwierzęta też czują. Czują ból, strach i cierpią tak jak ludzie. I że karpie, które dręczymy przed świętami, które przetrzymujemy tygodniami w baliach z odrobiną wody, gdzie duszą się i konają w mękach, karpie którym rozcinamy na żywca brzuchy i wyszarpujemy wnętrzności - czują ból podobnie jak ludzie, tyle że nie potrafią krzyczeć z bólu. Pani Prezenterka miała lekko zaniepokojony wzrok, ale uśmiechała się nadal. I dlatego powinniśmy wreszcie zrozumieć, że mimo zewnętrznych różnic zwierzęta, a właściwie inne zwierzęta, bo my też należymy do świata zwierząt - podkreśliłem - są do nas bardzo podobne. Kiedy to zrozumiemy, to może nie dojdzie do takich koszmarnych sytuacji, jak coroczna gehenna karpi - kontynuowałem spokojnie, dziwiąc się, że Pani Prezenterka jeszcze mi nie przerwała, ale właściwie nie było to zbyt dziwne, była w szoku, w jej oczach pojawił się lęk i tylko uśmiech nie schodził z jej twarzy, tak jakby był włączony na stałe, na cały czas trwania audycji, i ten uśmiech w połączeniu z lękiem w oczach stanowił ciekawe zestawienie. Wreszcie otrząsnęła się i szybko przeszła do następnego rozmówcy, siedzącego obok mnie dyrektora zoo i wybitnego ornitologa, jakby szukając u niego ratunku. - Co pana tak fascynuje w tych skrzydlatych mieszkańcach przestworzy jakimi są ptaki - zaczęła górnolotnie, jednak dyrektor, najwidoczniej podkręcony moją wypowiedzią, pogrążył do reszty pogodny nastrój poranka: - Tak, proszę pani, wszystkie ludzkie cechy odnajdujemy u zwierząt - zaczął z entuzjazmem - miłość, proszę pani, przywiązanie, przyjaźń, emocje pozytywne i negatywne, zawiść, strach, wszystko jak u ludzi, bo przecież ze zwierząt wyrośliśmy... Pani Prezenterka już się chyba otrząsnęła, bo jej oczy odzyskały normalny, pogodny wyraz. Zgrabnie nawiązała do tematyki wydawniczej, pochwaliła nasze książki i podziękowała nam uprzejmie za wizytę w studiu. Gdy wychodziłem, usłyszałem jeszcze jak mówi do kucharzy uwijających się przy blatach z potrawami: - Karpia anulujemy!
|