|
HISTORIA ALTERNATYWNA Czytam sobie ostatnio po raz nie wiem już który książeczkę, a właściwie księgę (książeczką jest tylko rozmiarami, wydana na ohydnym papierze, prawie nieczytelną czcionką, jeszcze za komuny) - księgę masowych morderców. Książka, autorstwa Krzysztofa Kąkolewskiego, nazywa się „Co u pana słychać?” i oparta jest na pozornie prostym pomyśle: autor jedzie odwiedzić żyjących i cieszących się poważaniem masowych morderców i pyta „co u pana słychać?”. Okazuje się, że słychać dobrze, zostali uniewinnieni, są otoczeni szacunkiem, dobrobytem, i nie zmienili swoich poglądów nawet na pól mikrona od czasów, gdy pisali opracowania jak zabić miliony ludzi. Autor wybrał specjalnie takich morderców, którzy osobiście nigdy nikogo nie zabili. A jednak mają na sumieniu miliony ofiar. Coś tak jak konstruktor bomby atomowej. Wyłania się z tych rozmów wizja historii alternatywnej, historii jaka według niemieckich planistów miała się potoczyć po wygranej przez nich wojnie. Niewiele osób zdaje sobie sprawę, jak to miało wyglądać. Co nas ominęło. A oto co by nas spotkało gdyby Niemcy wojnę wygrali: „Mimo że pan pozostał w cieniu i nazwisko pańskie nie jest znane opinii publicznej, odnalazłem pana, ponieważ jest pan jednym z dwu ocalałych wizjonerów Trzeciej Rzeszy - zwraca się autor do jednego z odwiedzanych Niemców - Przestudiowałem z najwyższą uwagą pański memoriał w sprawie polskiej, który skierował pan do Obersturbannführera Krumeya. Pański plan był niebezpieczniejszy niż to, co zrealizowano, groźniejszy od zbrodni.(...) wykonanie tego planu miało przypaść na lata 1973-75. Czyli najstraszliwsza wersja historii już dokonałaby się. Jeśliby zapoczątkować nową dyscyplinę nauki - badanie historii niebyłej - można opracować geografię tego państwa, zbudowaną na podstawie „socjologii ras”. Narody wschodniej Europy miałyby być przesiedlone na Syberię. Polacy mieli być podzieleni na trzy grupy, by ponownie się nie odrodzili. Należy domniemywać, że grupa najbardziej dla Niemców niebezpieczna usytuowana by została najbliżej koła polarnego i tam by wymarła. Polacy mieli być przemieszani z Ukraińcami, Rosjanami i Białorusinami - i skłóceni między sobą przez władze, tak żeby trwało między nimi nieustanne napięcie, wrogość. Teraz narysuję panu piramidę społeczną tego państwa: na samym dole Polacy, jak pisał Wetzel, „najniebezpieczniejsi ze wszystkich obcoplemieńców”, umieliby liczyć, by pełny analfabetyzm nie przeszkadzał im w wykonywaniu pracy robotników niewykwalifikowanych. Czesi mogliby być dopuszczeni do rzemiosł. Wyżej staliby Węgrzy, jeszcze wyżej Litwini, Łotysze i Estończycy, którzy mieli być zniemczeni i dopuszczani do niższych stanowisk w aparacie władzy. Na szczycie piramidy - rasa panów.(...) Dotąd odwiedziłem pięciu pana kolegów. Jeden przygotowywał teoretyczne uzasadnienie przemocy, pracując nad dowodami niższości pewnych ras, drugi zapewniał tę przemoc. Jako szef grupy egzekucyjnej zmniejszał liczbę wrogiej ludności i ułatwiał realizację przesiedleń. Inny dokonywał tych przesiedleń, które były początkiem przymusowej wędrówki narodów. Inny zrównał z ziemią milionową stolicę Polski. Miała być zaorana jak Kartagina. Planiści Rzeszy przewidzieli na miejscu Warszawy niemieckie miasteczko, siedzibę powiatowego zarządu NSDAP. Inny poparł przygotowanie broni biologicznej, która starłaby całe narody po wypełnieniu ich funkcji niewolniczej wobec III Rzeszy. Pozornie były to dziedziny niezmiernie odległe - ale zbiegały się w jednym punkcie - realizacji wielkiego planu budowy świata. Znam swój życiorys niebyły, umiem określić z grubsza, jaki nosiłbym numer. Jeślibym żył, mając czterdzieści trzy lata byłbym starcem, jednym z najstarszych żyjących Polaków. Dożywaliby oni dwudziestu pięciu-trzydziestu lat. Nie byłoby dzieci. Może pamiętałbym jeszcze litery?” Tyle fragmentów z tej arcyciekawej książki autorstwa Krzysztofa Kąkolewskiego. Aha, należy wyjaśnić dlaczego nie byłoby dzieci. Otóż niemieckie plany przewidywały po wygranej wojnie masową chemiczną kastrację narodów słowiańskich. Jak widać najstraszniejsze miało się dopiero dokonać. Wszystkie horrory drugiej wojny światowej miały być dopiero wstępem do naprawdę masowej zagłady narodów. Obozy śmierci były tylko poletkami doświadczalnymi. I otarło się o włos. Bardzo niewiele brakowało a Niemcy zabiłyby świat. Cały świat. Dzisiaj niemieckie plemię żyłoby wszędzie. Panowałoby nad innymi plemionami tak jak my panujemy nad zwierzętami. Język niemiecki byłby obowiązujący na całej kuli ziemskiej. My, Słowianie, stalibyśmy w oborach, dojeni. W końcu zniknęlibyśmy jak Indianie, jak Jaćwingowie, jak wiele innych narodów i plemion. To wielce pouczająca lektura, uczy relatywizmu myślowego, pozwala ujrzeć, że świat w którym żyjemy i nasza w nim pozycja nie jest niczym oczywistym, danym ani wiecznym. Że w każdej chwili mogą się pojawić nowi Niemcy i nas zalać. Może będą mieli skośne oczy. Jeśli nawet nie uda się jakiegoś narodu zmieść z powierzchni ziemi, sam fakt gnębienia go wyniszcza. Osłabia jego witalność. Narody gnębione, narody które przegrały wojnę - bo nie łudźmy się, tej wojny nie wygraliśmy - też żyją w historii alternatywnej, historii innej niż ta która byłaby ich udziałem gdyby wojny nie było. Pomijając ewidentne różnice ekonomiczne, kulturowe, socjologiczne, jest jeszcze aspekt psychiczny. Naród zgnębiony, upokorzony przez inny naród jest tak samo zraniony psychicznie jak ofiara przemocy w grupie. Życie takiego narodu, jego poczucie dumy i tożsamości, zostało złamane. I to na długo. Na wiele pokoleń. Ja noszę wojnę jak psychiczny garb, chociaż jej osobiście nie doświadczyłem. Całe pokolenia noszą ten garb, pokonany kraj jest już innym krajem. Wracając do wizji opanowania świata, czy to się komuś udało? Jak do tej pory - nie. Nawet największe imperia obejmowały tylko cały znany, dostępny świat - basen morza śródziemnego, Europę, Azję. Nie było jeszcze narodu który zawładnąłby całą kulą ziemską. Dotychczasowa technika zresztą na to nie pozwalała, komunikacja między centrum a prowincjami, między siedzibą najeźdźcy a krajami okupowanymi zabierała zbyt wiele czasu, środki kontroli nie były tak nowoczesne. Ale jeszcze wszystko przed nami. Tymczasem nastąpiło zjawisko podobne, tyle że w skali międzygatunkowej. Nasz gatunek opanował Ziemię i ujarzmił inne gatunki. I znęca się nad nimi tak, że planiści Trzeciej Rzeszy, których odwiedził Krzysztof Kąkolewski, mogą tylko pozazdrościć. Na tym przykładzie - przykładzie eksterminacji zwierząt przez jedno z nich, homo sapiens - również można by prześledzić co by się stało gdyby jakiś naród opanował inne narody. To jednak już inna bajka. Niemniej zresztą, a może i bardziej, mrożąca krew w żyłach niż to co prześledził wybitny i dociekliwy reportażysta Krzysztof Kąkolewski w swojej niezwykłej, ohydnie wydanej ale zawierającej dynamit książeczce pod pozornie banalnym tytułem „Co u pana słychać?
|