|
PAVULON Proceder trwał latami. W końcu, w końcu, jakby niechętnie, sprawa zostaje wzięta pod lupę, sprawcy osądzeni. Jak osądzeni? Bezpośredni zabójcy spędzą wiele lat w więzieniu. Ale zabójcy zza biurka, a raczej z przedniego fotela karetki, lekarze, którzy rozmyślnie opóźniali przyjazd do chorych, żeby spowodować ich śmierć – otrzymują wyrok: cztery lata pozbawienia wolności. (co w praktyce oznacza, że za dwa lata będą wolni – każdy wyrok trzeba podzielić przez pół, po odbyciu połowy kary skazany ma prawo ubiegać się o warunkowe zwolnienie i na ogół je dostaje). Dlaczego tak niski wyrok? Albowiem, zdaniem sądu, lekarz, który każe kierowcy zatrzymać pędzącą do umierającego człowieka karetkę na pół godziny, z ewidentnym zamiarem pozbawienia człowieka życia aby dostać łapówkę od firmy pogrzebowej, co się zresztą w stu procentach udaje – wcale nie jest mordercą. Zgodnie z tą logiką, oczywiście, żaden z przywódców trzeciej Rzeszy nie powinien odpowiadać za swoje zbrodnie. Miliony pomordowanych? No i co z tego? Czy Hitler zabił chociaż jedną osobę własnoręcznie? Jakim cudem można zakwalifikować umyślne zabójstwo jako nieumyślne? Co to oznacza? Że wymiar sprawiedliwości się myli? Nie, to oznacza znacznie więcej. O pomyłce nie ma mowy, za prosta sprawa, żeby się mylić. Skoro więc nie jest to pomyłka, oznaczać to może tylko jedno. Że wymiar sprawiedliwości milcząco akceptuje mordowanie słabych, starych i chorych. Że w gruncie rzeczy nagradza takie działanie, przyklaskuje mordercom, wspiera ich i zachęca innych by poszli za tym szczytnym przykładem. Że sędziowie nie widzą w tym nic złego i robią wszystko, by za pomocą ekwilibrystyki prawnej uwolnić morderców od kary. I nie tylko sędziowie. Bo oto jeszcze jeden znamienny aspekt tej sprawy: mordercy działali w pełnym świetle. Nie kryli się ze swoimi zbrodniami. Pół pogotowia wiedziało. O lekarce-morderczyni krążyły dowcipy (sic!) nazywano ją Doktor Potasik, bo do zabijania używała potasu. Skoro wiedzieli pracownicy pogotowia, musiały też wiedzieć ich rodziny, niektórzy znajomi. Być może nawet, prywatnie, wiedzieli o tym pracownicy aparatu sprawiedliwości, bo tacy przecież mogli się znaleźć w kręgu rodzin i znajomych pracowników pogotowia. I co? I nic. Nikt z nich nie uznał za stosowne poinformować prokuratury. Dlaczego? Co to z kolei oznacza? To może znaczyć tylko jedno: że wszyscy ci ludzie milcząco godzili się na mordowanie pacjentów. Że uznawali to za normalne. A przecież swym milczeniem skazywali na śmierć kolejne ofiary - to jasne. Zgodnie z najprostszą logiką są współwinni śmierci wszystkich osób zamordowanych od chwili, gdy ta informacja stała się im wiadoma. I kolejne niesamowite zjawisko: dlaczego po ogłoszeniu tak skandalicznych wyroków nie ma fali oburzenia, nie ma protestów? Ano dlatego, że całe społeczeństwo najwyraźniej uważa to za normalne, że się zabija dla paru groszy. I nie widzi w tym nic nagannego. Co się pod tym wszystkim kryje? Pod tymi zadziwiającymi, przeczącymi najbardziej elementarnej logice zachowaniami? Co sprawia, że sąd, niezawisły sąd, złożony z poważnych ludzi z gruntownym wykształceniem prawniczym, może tak kłamać w żywe oczy, tak kpić z prawa i z elementarnej logiki. Co to jest? Co to znaczy? To znaczy, że społeczeństwo lubi zabijać. To znaczy, że niewiele się zmieniliśmy od czasów neandertalskich. Kto w końcu powstrzymał rzeź? Media. Współczesna ostoja sprawiedliwości. Dociekliwi dziennikarze, współcześni błędni rycerze, samotni kowboje. To media sprawują faktyczny wymiar sprawiedliwości, nie sądy, widać to od razu po ilości i skuteczności reportaży interwencyjnych, zwłaszcza jeżeli porównać determinację dziennikarzy z opieszałością aparatu sprawiedliwości. Tam gdzie policja nie dotrze, gdzie prokurator udaje, że nie widzi, gdzie urzędnicy strugają głupków – tam dociera dociekliwy, zajadły, nieprzekupny - dziennikarz.
|