|
FURTKA Jak miło pomyśleć, że zawsze z tego świata jest ucieczka w śmierć. Gdyby nie było tej furtki, nasza niewola byłaby stokroć gorsza. Bylibyśmy jak greccy herosi pokarani przez bogów lub los - ani umrzeć, ani żyć, jak Prometeusz któremu kruk wydziobuje wątrobę, jak Syzyf dźwigający kamień, jak Herakles z ciałem spalonym koszulą Dejaniry. Napisałem zawsze? Nie, nie zawsze. Niektórzy nie mają tego komfortu. Ciężko chorzy na przykład. A czy w ogóle ktoś ma ten komfort? O komforcie niestety w tej dziedzinie mowy być nie może. W każdej innej, tylko nie w tej. Kupiłem jakiś czas temu książkę pt. „Ostateczne wyjście”. Autor omawia w niej możliwości pozbawienia się życia. Wbrew pozorom, to wcale nie jest takie łatwe. Panuje powszechny pogląd, że wystarczy zjeść całe pudełko proszków nasennych i już. Otóż nie. To, że po jednej czy dwóch tabletkach śpi się mocno i długo nie znaczy, że po trzydziestu zasypia się cicho i spokojnie na zawsze. Może bowiem nastąpić reakcja paradoksalna - pobudzenie, niepokój, atak paniki, drgawki i długie cierpienia zanim śmierć - o ile w ogóle - nastąpi. A poprzedzająca ją agonia będzie bolesna. Wszystkie „domowe sposoby” odejścia od życia obarczone są tym ryzykiem. Jak to się robi fachowo, żeby nie bolało? Najlepiej u weterynarza, tylko się nie zgodzi. W głębokiej narkozie, po sprawdzeniu czy nie ma już żadnych odruchów - następuje zastrzyk powodujący śmierć. Taki zestaw eutanazyjny i możliwość jego użycia, wraz z fachową pomocą personelu eutanazyjnego - powinien być dostępny dla każdego obywatela na każde życzenie. Jak dostęp do powszechnej edukacji czy opieki prawnej. I pewnie kiedyś tak będzie, gdy wyjdziemy już ze średniowiecza. Albowiem technologicznie jesteśmy w dwudziestym pierwszym wieku, ale mentalnie w epoce jaskiniowej, a może nawet w plejstocenie. Stado na siłę chce się mnożyć i na siłę zapobiegać „stratom”. Kiedyś jednak dotrze do nas ta oczywista prawda, że nie wolno na siłę trzymać nikogo przy życiu. Prawo do śmierci jest równie ważne jak prawo do życia. I nawet wnikanie w powody jest tu włażeniem z buciorami do cudzej osobowości. Dlaczego ciężko chory musi w liście do władz błagać o to, żeby pozwolono mu umrzeć? A gdyby był zdrowy i mimo to nie chciał żyć? Też by się musiał tłumaczyć? Z czego?
|