Strona główna blog

IWONA WIECZOREK - CO SIĘ WYDARZYŁO PO UPROWADZENIU


IWONA WIECZOREK - CO SIĘ WYDARZYŁO PO UPROWADZENIU

 

Zanim do tego przejdziemy, jest kilka wątków, którym warto się przyjrzeć.

 

Pan Ręcznik.

Od początku Pan Ręcznik mi nie pasował na sprawcę ani wspólnika.

Jest kilka przyczyn. Po pierwsze menelowatość. On mi wygląda na mocno skacowanego prymitywa, który nie jest zdolny nikogo śledzić ani napadać. On się ledwo na nogach trzyma.

Ktoś z internautów napisał, że pan Ręcznik ma łańcuszek na szyi więc gdyby był menelem to by go sprzedał. Tak, zgoda, ta menelowatość może być pozorna, he he taki luz artystyczny, rozchełstana koszula, dwudniowy zarost robiony specjalną maszynką do golenia która kosztuje tyle co pięć normalnych maszynek, kokieteryjny lańcuszek na szyi, sandały, pełen luz. Artysta na wczasach, wygląda jak lump a rozsiewa woń najlepszych perfum, zaraz wsiądzie do pięknie utrzymanej Hondy Prelude w kolorze dojrzałej wiśni i pojedzie na kawę do Grand Hotelu. Rzeźbiarz, poeta, eseista itp. Może. Ale jest coś innego. On mi się kojarzy z menelstwem poprzez sposób poruszania. On ma plebejskość w ruchach.

 

Oczywiście może być bandzior o plebejskich ruchach - jak najbardziej. To nawet prawdopodobne.

Ale jest coś jeszcze. Jeżeli on należy do zorganizowanej szajki porywaczy, to w takim razie ta szajka jest równie profesjonalna co gang Olsena. Facet "śledzi" Iwonę idąc o kilkadziesiąt metrów za nią? Absurd. Szedłby sto pięćdziesiąt metrów z tyłu. Tutaj on jej prawie włazi na plecy, nie dziwię się że ona przyspiesza kroku, czuje jego oddech na karku i się boi.

Całkiem niepotrzebnie. Żaden zawodowy bandzior by tak za nią nie lazł.

 

Biały ręcznik na lewym ramieniu jako sygnał dla wspólników? sygnał czego? Że Iwona idzie? to i tak widać, że idzie.

 

I najważniejsze: gdyby pan Ręcznik był perfidnym zbrodniarzem, to podchodząc w stronę kamery zakryłby sobie tym ręcznikiem twarz. A przynajmniej jakoś by upozorował coś takiego, że niby przykłada sobie ten ręcznik do twarzy bo go zęby bolą, czy cokolwiek. Nie lazłby tak prosto na kamerę. Taką kamerę kopułkową widać na kilometr. Nawet jeżeli jest przyciemniona i nie wiadomo w którą stronę jest akurat skierowany obiektyw, to i tak można zakładać że się nagrywamy.

To samo zresztą dotyczy Bermuda. Bermud w ogóle nie widzi kamery, jest tak zaaferowany. Faktycznie, profesjonalny gang.

 

Ślad szwedzki. Możliwe są dwie wersje: podpucha Rutkowskiego, żeby zdenerwować sprawcę i skłonić go do popełnienia jakiegoś błędu.

Albo - prawda.

Jak ta prawda wygląda? Ktoś przebywający chwilowo w Gdańsku wyjrzał o świcie przez okno i zobaczył, że jakąś dziewczynę wciągają do samochodu.

Ten ktoś tłumaczy swój brak reakcji tym, że się bał.

Czego się bał? To by oznaczało, że zobaczył coś groźnego. Że to nie wyglądało na żarty czy jakąś utarczkę między narzeczonymi, tylko na ewidentne porwanie.

Czyli że była to scena brutalna. Albo porywaczy było kilku, albo porywacz był uzbrojony i widać było tę broń, na przykład prowadził przed sobą Iwonę w stronę auta i mierzył do niej, lub przykładał jej do ciała nóż - na tyle duży, że widać go było z okna.

 

Ale mogło być nieco inaczej. Mogło to aż tak groźnie nie wyglądać, a świadek teraz tak to przedstawia, bo głupio mu, że nie zareagował.

Nawiasem mówiąc szkoda, bo gdyby natychmiast zadzwonił na policję to może Iwona by nie zniknęła. Trochę to dziwne, bo wykonanie telefonu na policję nic nie kosztuje i jest chyba w takiej sytuacji normalnym odruchem. Nikt mu nie kazał zaraz pędzić z bejsbolem i „odbijać” Iwonę z rąk porywaczy.

Jest też taka ewentualność, że świadek nie zna polskiego i z tej przyczyny nie zadzwonił na policję, bo zna tylko szwedzki, ewentualnie też angielski ale może nie wierzył, że w takim „dzikim” kraju policja coś zrozumie po angielsku. Stereotypy.

 

Dobrze, ale dlaczego w końcu ten świadek się znalazł, czy też zgłosił? To oczywiste - szum medialny dotarł aż do Szwecji i facet się złapał za głowę, że głupstwo zrobił i że trzeba było reagować, a teraz dziewczyna pewnie nie żyje.

 

To by potwierdzało, że scena jednak nie wyglądała aż tak dramatycznie - wracam tu do mojego przekonania, że sprawca działał sam. Świadek pojął cały jej tragizm dopiero dużo później.

 

Wątek rzekomego sponsoringu. To tłumaczyłoby, że Iwona może mieć różnych dziwnych znajomych, których niekoniecznie przedstawiała koleżankom i Mamie. No i że któryś z nich mógł się okazać psychopatą.

 

Jednak ja w ten wątek sponsoringu nie wierzę. Po pierwsze instynktownie - nie pasuje mi to do wizerunku Iwony - aczkolwiek mogę być nieobiektywny i podświadomie ją wybielać, bo już ją polubiłem obserwując jej losy.

Ale jest bardziej konkretny argument. Gdyby Iwona umawiała się na spotkania sponsorowane, to po pierwsze w necie byłoby pełno jej ogłoszeń z ceną, rodzajem usług, numerem telefonu itp. A nawet jeśli działała nie przez Internet, na przykład rekrutowała klientów w galeriach handlowych, to byłaby tam znana z widzenia obsłudze, i na pewno ktoś by sobie teraz to skojarzył.

A po drugie: gdyby Iwona zarabiała w ten sposób, to nie musiałaby drałować na piechotę do domu bez grosza, tylko miałaby przy sobie z tysiąc czy dwa na drobne wydatki. A nawet jeżeli wskutek jakiegoś zbiegu okoliczności nie miała jednak na taksówkę, to trzeba wziąć pod uwagę, że tego typu panienki mają swoich zaprzyjaźnionych taksówkarzy, którzy wożą je na te „spotkania sponsorowane”. I taki taksówkarz na pewno chętnie by Iwonę zawiózł do domu za darmo, bo by wiedział, że ona mu te głupie parę złotych zwróci i jeszcze dołoży niezły napiwek za obudzenie w środku nocy.

 

Wróćmy do głównego wątku.

Do tej pory przeanalizowaliśmy możliwe wydarzenia do momentu porwania. Spróbujmy wyobrazić sobie co się mogło wydarzyć dalej.

 

1. Sprawca porywa ją. Zapakował ją do samochodu. Być może musiał jeszcze podnieść buty jeśli je upuściła. Teraz musi jak najszybciej odjechać z miejsca porwania. W każdej chwili mogą pojawić się jacyś przechodnie, może się ktoś napatoczyć i zobaczyć, że dzieje się coś dziwnego. Ona jest w samochodzie, oszołomiona i przerażona, ale zaraz może zacząć się ciskać.

 

2. Gdzieś niedaleko sprawca zatrzymuje się, żeby ją porządnie unieruchomić. Nie może prowadzić i jednocześnie terroryzować jej bronią. Prawdopodobnie ma naszykowane kajdanki i przykuwa ją rękoma z tyłu za oparciem fotela, ma też coś żeby unieruchomić jej nogi - pewnie sznur. Inaczej mogłaby się miotać w czasie jazdy, wypchnąć nogami szybę, nawet będąc związana. Więc musi ją bardzo starannie przymocować. I to w taki sposób, żeby to nie wyglądało jakoś podejrzanie. Żeby wyglądała jak pasażerka.

Oczywiście jest też inna możliwość: wepchnął ją do bagażnika. Wtedy ten etap „unieruchamiania” byłby niepotrzebny.

 

Dlaczego od razu jej nie zabija? Jeżeli jest tak jak myślę, to jemu chodziło o to, żeby poczuć nad nią władzę. Żeby móc z nią porozmawiać (może przedtem wielokrotnie odmawiała spotkania z nim?) na tej zasadzie: „no widzisz, nie chciałaś a teraz musisz wysłuchać co mam do powiedzenia!” Żeby upoić się poczuciem, że może wszystko, a ona już nie jest tą niedostępną, nieosiągalną osobą, tylko przerażoną, załamaną i pozbawioną możliwości ucieczki ofiarą.

Nie jestem nawet pewien czy zamiar zabójstwa był od razu definitywny. Na pewno sprawca brał taką możliwość pod uwagę, ale mógł też liczyć na to, że sytuacja rozwinie się inaczej. Jak się rozwinie - to miało się okazać podczas tego wymuszonego „spotkania”. Podczas „rozmowy”.

 

3. Rozmowa odbyła się raczej nie w tamtym miejscu gdzie sprawca się zatrzymał aby ofiarę starannie unieruchomić, bo tamto miejsce musiało być bardzo blisko miejsca porwania (i nawiasem mówiąc jeżeli są jakieś szanse na znalezienie śladu - to właśnie w tamtym, bliskim miejscu) natomiast właściwe „spotkanie” musiało się odbyć gdzieś dużo dalej, w spokojnej okolicy. On musiał mieć pewność, że nikt im nie przeszkodzi. Jakaś pusta droga w lesie? Na pewno totalne odludzie.

Co się wydarzyło podczas tej rozmowy? Czy z jego strony padły jakieś propozycje, jakieś warunki do spełnienia, po których obiecał ją uwolnić? Na przykład „zostań moją dziewczyną to cię wypuszczę”? „Nic ci nie zrobię jak będziemy razem”? Tu wkraczamy na teren trudny psychologicznie. Sprawca może być niezrównoważony, ale jednocześnie inteligentny. On wie, że jeżeli nawet Iwona przyjmie jakiś układ, to potem się nie wywiąże, co więcej -  pierwsze, co zrobi po powrocie do domu, to zadzwoni na policję.

Więc jego hipotetyczna propozycja może być raczej taką próbą doraźnego wyrwania jakiejś korzyści, uzyskania czegoś natychmiast - na przykład seksu.

Możliwych jest wiele wariantów tego co się wówczas wydarzyło, zakładam że  sprawy zaszły tak daleko, w sensie zaogniły się, że on już nie miał odwrotu. Gdyby ją wypuścił zostałby oskarżony o porwanie, może o gwałt, może o zadanie jakichś obrażeń, albo o wszystkie te czyny.

Czy zabił ją podczas „rozmowy”? Mogło tak być, ale równie dobrze mógł w tym celu pojechać gdzieś indziej.

Czy ukrył ciało zaraz po zabójstwie? Też możliwe, ale może pojechał jeszcze gdzieś dalej.

To nam daje następujące punkty:

1. porwanie

2. solidne unieruchomienie

3. rozmowa

4. zabójstwo

5. ukrycie ciała

 

(Punkt drugi oczywiście nieaktualny jeżeli doszło do upchnięcia porwanej w bagażniku, aczkolwiek ta wersja wydaje mi się wątpliwa).

Pierwsze trzy punkty na pewno odbyły się w różnych miejscach. Co do dwóch ostatnich - mogły one być w miejscu w którym rozegrał się punkt 3, albo w innych miejscach.

 

Tak to mogło wyglądać. Przykro o tym pisać, i mam nadzieję, że się mylę.

Możliwe są tysiące innych wariantów, włącznie z tym że Iwona jest gdzieś przetrzymywana i żyje. I oby została znaleziona żywa, cała i zdrowa. Z całego serca życzę tego Jej i jej dzielnej Mamie.

Napisz pierwszy komentarz

blog - blog