|
ZAGINIĘCIE IWONY WIECZOREK - PROFIL SPRAWCY Ktoś z Internautów napisał, że facet w bermudach pod koniec tego nagrania w Jelitkowie sięga po telefon. Nie. ON SIĘGA PO KLUCZYKI OD SAMOCHODU. Prawą ręką do kieszeni spodni. To bardzo charakterystyczny ruch, i charakterystyczne zachowanie, każdy kierowca wie co mam na myśli. Idąc w stronę zaparkowanego samochodu, zwłaszcza jeżeli się spieszymy, wyciągamy kluczyki dużo wcześniej niż by to było potrzebne. Trochę żeby poczuć je w dłoni, trochę żeby potem nie tracić czasu. Facet ma samochód, zaparkowany gdzieś dalej, po prawej stronie. Prawdopodobnie samochód ten w chwilę później przejeżdża w polu widzenia kamery ale kamera zwrócona jest w inną stronę. Samochód musiał przejechać, zgodnie z marszrutą Iwony - od Sopotu w stronę Gdańska. Samochodem sprawca pojechał chyba już na osiedle gdzie mieszka Iwona, bo raczej nie da się już dalej w stronę Jelitkowa podjechać tak żeby zobaczyć promenadę - przynajmniej tak to wygląda na google Earth. Jest wprawdzie takie miejsce promenady już na drodze w stronę osiedla, gdzie dochodzi od strony Sopotu jakaś ścieżka (przedłużenie ulicy Wypoczynkowej), ale nie wiem czy jest przejezdna. Człowiek w bermudach śledzi Iwonę od Sopotu. Ale jest to śledzenie specyficzne. Ona idzie piechotą, a on ją śledzi samochodem. Nie może jechać za nią promenadą nadmorską. Więc jedzie drogą równoległą do promenady i ŚLEDZI JĄ PUNKTOWO. Czyli co jakiś czas podjeżdża do promenady, tam gdzie jest to możliwe, tak jak przy wejściu 63, wysiada z samochodu, patrzy czy Iwona nadchodzi, a potem jedzie dalej. W Jelitkowie przy ostatnim ukazaniu się w kamerze monitoringu facet w bermudach zachowuje się inaczej niż przy dwóch pierwszych pojawieniach się. Już nie idzie powoli, tylko oddala się zdecydowanym krokiem. Dlaczego? Bo zobaczył nadchodzącą Iwonę. On już zdobył swoją informację, wie że Iwona idzie trasą którą on przewidział. Nie czeka na jej przejście - wtedy mogłaby go zauważyć gdyby spojrzała w ulicę. Człowiek w bermudach na nagraniu w Jelitkowie pojawia się kilka razy. W mediach piszą, że na dwie minuty przed Iwoną. Tak, ale ważniejsze jest nie kiedy się pojawia, tylko kiedy znika. A znika na styk z Iwoną. Na sekundę przed jej pojawieniem się w kamerze. Tak jakby z chwilą pojawienia się Iwony uznał że dłużej już tu nie musi pozostawać. Facet najpierw zbliża się do promenady i oddala. Tak jakby się chował z boku, pod parasolami Bacówki. Ktoś z internautów napisał, że facet się chowa przed kamerą. Moim zdaniem facet się chowa, to prawda, ale nie przed kamerą. On się chowa przed wzrokiem Iwony. On wie, że Iwona zaraz nadejdzie i wie z której strony nadejdzie. To znaczy domyśla się. A poza tym prawdopodobnie z boku, spod parasoli Bacówki, widać większy odcinek promenady od strony z której nadejdzie Iwona. Dlaczego śledzi ją właśnie w taki punktowy sposób? Bo on w zasadzie wie dokąd ona idzie. Bo Iwona idzie trasą, co do której on ma prawie pewność. Pewność, ale nie na sto procent, inaczej od razu udałby się tam dokąd ona zmierza, czyli w okolice jej domu. Bo tam dopiero zamierza ją zaatakować, a nie tutaj gdzie jest dużo ludzi. Ale on nie ma pewności, czy ona pójdzie do domu, czy może ma inne plany. To znaczy, że nie jest z nią w kontakcie. To eliminuje z kręgu podejrzanych jej kolegów z którymi była na dyskotece. Oni są z Iwoną w kontakcie, wiedzą na pewno że ona idzie do domu, gdyby chcieli ją porwać to by poczekali pod jej domem albo w pobliżu. To również eliminuje absolutnie osoby przypadkowe, które w ogóle nie wiedzą dokąd Iwona może zmierzać. Przypadkowy sprawca, zakładając że zauważył Iwonę i z jakichś tam względów postanowił ją śledzić, nie mógłby jej śledzić „punktowo” bo między jednym punktem a drugim mogłaby mu zniknąć, wejść do jakiegoś domu, skręcić gdzieś itp. Nie, to jest ktoś kto zna Iwonę, wie gdzie ona mieszka, domyśla się że Iwona idzie do domu, ale chce to wiedzieć na sto procent. Tylko taka sytuacja wyjaśnia taki sposób inwigilacji - punktowy. Skąd wiemy, że on wie gdzie Iwona mieszka? Stąd że on zna jej trasę do domu, i dzięki temu może się w pewnych punktach tej trasy pojawiać PRZED NIĄ i sprawdzać czy Iwona idzie rzeczywiście w stronę Gdańska. Mógłby oczywiście, zamiast takich komplikacji, po prostu iść za nią na piechotę, ale wtedy ona by się mogła zorientować, zwłaszcza na tak drugiej trasie. Poza tym samochód mu będzie potrzebny do akcji. Porwania Iwony lub wywiezienia jej ciała. Wróćmy do nagrania z Sopotu. Po pierwsze: czy to ten sam facet co w Jelitkowie? Tak. Pomijając ubranie, ma podobny chód. Internauci piszą że w Jelitkowie jest bardziej przysadzisty. Ale to wynika z perspetkywy: kamera w Jelitkowie jest wyżej niż ta w sopocie. A to skraca sylwetkę. Ktoś z internautów napisał, że ma inne buty - białe. Ale one tylko wydają się białe, bo jest ostre boczne światło. Wystarczy spojrzeć na inne osoby na tym samym nagraniu - wszyscy mają jakby „białe” buty. Zresztą już pod koniec nagrania te buty robią się ciemne. Zegarek? Faktycznie w Jelitkowie ma ewidentnie zegarek, a w Sopocie tak jakby nie miał. Ale jeżeli zrobić zrzut ekranowy z Jelitkowa w momencie kiedy podnosi lewą rękę i widać dłoń i przedramię, i obrobić go programem fotograficznym, to jednak coś na tym ręku ma. To coś jest białe, ale to nic nie znaczy. Tam jest ostre boczne światło. Takie światło potrafi „wypalić” przedmioty na zdjęciu do białości. Na nagraniu w Sopocie facet jest dwie i pół minuty za Iwoną. I to by pasowało. Gdyby ją śledził obcy człowiek, musiałby iść bliżej za nią, bo mógłby ją zgubić. Ale facet w bermudach nie musi się tego specjalnie obawiać. On przecież domyśla się gdzie ona idzie. Poza tym gdyby był za nią o 30 sekund to mogłaby wyczuć, że ktoś za nią idzie. Obejrzałaby się. I poznałaby gościa. I może by się zatrzymała, zrobiłaby aferę, „dlaczego za mną idziesz”. A tego nie chciał. Bo to zwróciłoby uwagę przechodniów, byliby świadkowie. Skoro idzie tak daleko za nią, to wskazywałoby że ona go zna. I on zna ją. Bo jeżeliby tylko on ją znał a ona jego nie, na przykład ktoś mu ją wystawił, pokazał, itp., to wówczas śledzenie jej z bliska nie byłoby takie ryzykowne na ruchliwej ulicy w Sopocie. Co by mu mogła powiedzieć? Dlaczego pan za mną idzie? To by odpowiedział że po prostu idzie w tym samym kierunku i już. Zachowanie tak dużego dystansu świadczy o tym że on wie że ona go zna, i nie chce ryzykować, że ona go zauważy. Ciekawe jest to, że w Sopocie jest wyluzowany, a w Gdańsku już spięty - to widać wyraźnie po ruchach. Ale to można tłumaczyć tym, że zbliża się decydująca chwila kiedy chce zrobić to, co sobie zaplanował. Zabić? Porwać? Grozić? Postawić jakieś ultimatum, np. „będziesz ze mną albo jak nie to cię zabiję”? Dużo się mówi o wątku sprzedaży na narządy, porwania przez jakiś gang handlarzy narządami do przeszczepów. To mało prawdopodobne, bo takie porwanie w środku miasta wymaga niesamowitej determinacji. Raczej za wielkie ryzyko. Już raczej próbowaliby jej dosypać czegoś do drinka, no i nie posłużyliby się jej znajomym do inwigilacji. Oczywiście mogło tak być, że znajomy - facet w bermudach - ją porwał i sprzedał na narządy. Że motywem jest tylko chęć zysku. Ale dla zysku jej znajomy raczej nie będzie aż tak ryzykował. Może być jeszcze wariant hybrydowy. Chory z zazdrości znajomy albo były chłopak, „za karę” wystawia ją szajce, która porywa ludzi. Ale to już chyba fantastyka. Porywa ją czy zabija i wywozi ciało? Ma jakiś konkretny plan, inaczej by tak precyzyjnie jej nie śledził. Jest zdeterminowany, w ruchach czuje się adrenalinę, jak ktoś z internautów słusznie zauważył. Czego chce? Hipoteza pierwsza: chce, żeby Iwona była jego dziewczyną. Ale ona tego nie chce. Może to jakiś jej były chłopak? Ona go już nie kocha a on nie może tego przeboleć. Czy porywa ją, żeby uwięzić w jakiejś piwnicy i mieć ją na „własność”? Czy zabija, żeby „dać jej nauczkę”? Albo jest tak zazdrosny, że woli żeby ona nie żyła niż żeby ją miał ktoś inny? Ciekawy jest aspekt ryzyka. To jest pora kiedy już zaczyna się poranny ruch. Jest widno! Więc porwanie czy zabicie człowieka i wywiezienie ciała to jest szalone ryzyko. A jednak ktoś się na to decyduje. To może zrobić właśnie facet chory z miłości czy z zazdrości. Zdeterminowany. Zmotywowany emocjami, których nie może opanować. Jakaś osoba która nie znosi sprzeciwu. Nie może strawić porażki. I chyba ktoś nie do końca zrównoważony. Nikt normalny by nie poszedł na takie ryzyko. Jednocześnie działa precyzyjnie i można powiedzieć fachowo. Zwłaszcza ta inwigilacja punktowa - profesjonalizm. Policjant z zawodu? Co dalej? Podjeżdża w okolice jej miejsca zamieszkania, kiedy jest już pewny że ona zaraz się tam pojawi. Ona raczej nie wsiądzie do jego samochodu dobrowolnie. Zakładam, że ona nie chce z nim kontaktów. A poza tym na pewno jest zmęczona i wkurzona, marzy o tym żeby położyć się spać. Czyli facet musi: albo ją wciągnąć do auta - ale to wymaga dużej siły. On nie wygląda na osiłka. Czy ma wspólników? Raczej myślę że działa sam. Bo jeżeli jest to nie dla zysku, tylko zabójstwo z emocji, to co on może zaoferować wspólnikom? Nikt chyba nie weźmie udziału w takim ryzyku tylko po to, żeby zaspokoić emocje kolegi. Nie, on działa sam. A więc żeby ją wciągnąć do auta musi użyć podstępu. Zwabić ją czymś. Jakąś fałszywą informacją. Albo obezwładnić, ogłuszyć na przykład uderzeniem. Ale to oznacza że musiałby do niej podejść. Albo sterroryzować bronią palną lub nożem. Mogło być tak: podchodzi, ona poznaje go, jest wściekła, chce przejść dalej, w tym momencie on ją ogłusza jakimś narzędziem, albo używa paralizatora, albo gazu - ale to raczej mniej prawdopodobne, bo mogłaby krzyknąć gdyby została porażona prądem. Raczej uderza ją w głowę żeby ogłuszyć. Lub terroryzuje bronią. Musi to być tuż przy jego samochodzie, żeby mógł ją natychmiast wciągnąć do środka. Ale nie pod samym domem Iwony, bo ktoś z jej rodziny mógł czekać, patrzeć przez okno. A więc sprawca na tyle dobrze znał Iwonę, że znał dokładnie, co do metra, trasę jaką wraca ona do domu - musiał przecież precyzyjnie na tej trasie ustawić samochód. Prawdopodobnie wiedział nawet, którym chodnikiem, po której stronie ulicy Iwona ma zwyczaj chodzić. Inaczej po zastąpieniu jej drogi i obezwładnieniu musiałby ją przeciągnąć na drugą stronę ulicy. Jeżeli chodzi o samochód: raczej nie użył swojego samochodu, który Iwona znała. Bo to mogłoby ją spłoszyć. Pamiętajmy że na promenadzie robi wszystko żeby Iwona go nie zauważyła. Tak samo w Sopocie. Poza tym jego samochód mogliby rozpoznać przypadkowi świadkowie. Albo ma już inny samochód, albo od kogoś pożyczył specjalnie na tę okazję. Co jednak nie wyklucza że mógł się jednak posłużyć swoim samochodem. Zwłaszcza jeżeli to jakiś popularny model, nie rzucający się specjalnie w oczy. Dalej: wywozi Iwonę. Dokąd? Albo ma naszykowaną jakąś kryjówkę, jakiś bunkier, piwnicę, gdzie chce ją uwięzić i mieć ją „na własność”. Ale to jest mniej prawdopodobne, bo wymaga dużych przygotowań i możliwości. Albo znęca się nad nią, zabija, zakopuje ciało. Może ukryć ciało nawet na drugim końcu Polski, bo ma dużo czasu. To człowiek precyzyjny, sądząc po tym jak sprytnie ją śledził. Więc na pewno nie porzucił gdzieś ciała bez sensu, tylko ukrył je starannie i bardzo daleko. Warto by sprawdzić kogo ze znajomych Iwony NIE BYŁO W PRACY, czy w szkole, czy na studiach, czy w domu - w dniu jej porwania. Prawdopodobnie ten ktoś chciał wywieźć zwłoki jak najdalej, ukryć, zakopać, no i zanim wrócił do domu to pewnie już był wieczór. Jednym słowem alibi trzeba sprawdzać nie pod kątem godziny zniknięcia Iwony, tylko na cały dzień aż do wieczora. No i przede wszystkim: Prześledzić hipotetyczną trasę samochodową faceta w bermudach. Gdzie jeszcze tak na logikę mógł sprawdzać czy Iwona idzie. Akurat w Jelitkowie został zarejestrowany, ale pewnie był też w innych miejscach. Przy jakimś innym punkcie gdzie do promenady można podjechać. Może ktoś go tam widział. Może zarejestrował go jakiś monitoring. Tam gdzie Iwony nie zarejestrowano, mogło zarejestrować faceta w bermudach. Może będzie widać twarz. Wszędzie zachowanie musiało być podobne: podjeżdża samochodem, wysiada, kręci się, czeka, co jakiś czas patrzy w stronę promenady w kierunku Sopotu, skąd Iwona ma nadejść, a jak już ją zobaczy to nagle odchodzi do samochodu i rusza dalej, w stronę Gdańska. Internauci wskazują na przejazd w Jelitkowie taksówki biały mercedes, która jakoby pojawia się też na nagraniu w Sopocie. Ale sprawca na pewno nie posłużył się taksówką. To za poważna dla niego sprawa. Przecież wtedy taksówkarz byłby świadkiem. Zresztą od razu by się zdziwił na takie jeżdżenie bez sensu - w okolice promenady, potem kawałek dalej w stronę Gdańska i znowu do promenady, i tak ileś razy. Oczywiście - może być tak że sprawca sam jest taksówkarzem albo pożyczył od kogoś taksówkę na tę noc, od znajomego taksówkarza na przykład. Ale: kiedy ten biały mercedes-taksówka pojawia się w Jelitkowie, facet w bermudach już tam jest. Więc ta taksówka nie ma z nim nic wspólnego. Ciekawy jest aspekt zmiany taktyki. To znaczy: w którym momencie i miejscu facet zdecydował się, że nie będzie dalej śledził Iwony na piechotę, tylko wsiądzie do samochodu. Pewnie gdzieś ten samochód miał zaparkowany w Sopocie, a jak zobaczył że Iwona zmierza w stronę promenady to stwierdził, że bardziej z sensem będzie śledzić ją dalej samochodem. No i samochód był potrzebny do jego planów, oczywiście. Może udałoby się, znając dobrze okolicę, wydedukować gdzie najprawdopodobniej miał zaparkowany ten samochód. To jest ktoś kto doskonale orientuje się w Trójmieście. Reasumując, krąg można zawęzić do: 1. znajomych Iwony. 2. byłego chłopaka lub kogoś z kim się spotykała. 3. Rodowitego gdańszczanina albo przynajmniej mieszkającego na stałe w Trójmieście. Z jakim wyprzedzeniem planował swoją akcję? Jej wyjście do dyskoteki było dla niego okazją. Późny powrót do domu. Pytanie: skąd wiedział, że ona będzie w dyskotece? Od kogoś? Kogo? Tu trzeba by wiedzieć z jakim wyprzedzeniem Iwona planowała to wyjście do dyskoteki i kto z jej znajomych o tym wiedział. A może sprawca wcale nie wiedział, tylko przypadkiem zobaczył ją w tej dyskotece, albo przed dyskoteką? Jednak do chwili kłótni Iwony z przyjaciółmi nie było wiadomo, że Iwona będzie wracała sama. Miała przecież wracać z przyjaciółką która mieszka w pobliżu, i pewnie koledzy by je odwieźli. Kłótnia stworzyła szansę dla sprawcy. Ale czy można było: A - przewidzieć tę kłótnię B - przewidzieć, że reakcją na kłótnię będzie to, że Iwona wróci sama? Skąd wiedział, że się pokłóciła i wraca piechotą? Musiał albo to zobaczyć - może śledził ją ot tak, na wszelki wypadek, na zasadzie że a nuż nadarzy się okazja. Może często za nią łaził, bo był zakochany. Albo dostał tę informację od kogoś. Raczej nie od samej Iwony, skoro ona nie chciała się z nim spotykać. On mógł wejść już wcześniej w kontakt z jakąś jej koleżanką, tak żeby mieć źródło informacji o Iwonie. Tak czasem zachowują się ludzie chorzy z miłości. Próbują nawiązać kontakt z kimś z otoczenia osoby, która je odrzuciła. Koleżanka Iwony wcale nie musi być jego wspólniczką. Ona może mu udzielać informacji nie wiedząc o zagrożeniu. Po prostu tak sobie, na zasadzie „co mi szkodzi pogadać z facetem, powiedzieć mu co słychać u Iwony, skoro on taki zakochany”. To nam daje następną wskazówkę: sprawca może być kimś kogo koleżanki Iwony znają. Czy kłótnia w dyskotece była o to? Raczej nie. Bo wtedy Iwona byłaby niespokojna. Gdyby na przykład koleżanka jej powiedziała: wiesz, ten twój były chłopak to czeka tu niedaleko i prosił, mnie, żebym cię namówiła żebyś się z nim spotkała - z tego powodu Iwona mogłaby się wściec, ale również byłaby druga reakcja: Iwona byłaby niespokojna. Tymczasem Iwona opuszcza przyjaciół wściekła, ale bez żadnego niepokoju. Ona absolutnie nie wie o zagrożeniu. To widać z jej zachowania. Niczego nie podejrzewa, inaczej nie wybrałaby takiej trasy. Możliwe jest coś jeszcze: Iwona wie, że ten chłopak jej szuka tej nocy, ale jest przekonana, że nic jej poważnego z jego strony nie grozi. Czyli że ona nie rozumie, że jej były chłopak JEST NIEBEZPIECZNY. A to znaczy że on raczej nie jest kimś ze środowiska przestępczego. Że ma dobrą opinię. To jest pozornie bardzo przyzwoity człowiek. Tak też zresztą wygląda na tych nagraniach monitoringu. Myślę jednak, że facet w bermudach zdobył informację że Iwona jest w dyskotece i że wraca do domu bo się pokłóciła - bez pomocy jej koleżanek, bo to zostawiłoby za mocny ślad. A on chyba już planował że coś jej zrobi. Reasumując, sprawcą jest: 1. znajomy Iwony, ale nikt z towarzystwa z którym była na dyskotece. 2. Jej były chłopak lub ktoś z kim się spotykała. 3. Rodowity gdańszczanin albo przynajmniej mieszkający na stałe w tym mieście (zna dobrze Trójmiasto). 4. Posiada samochód, prawo jazdy. Być może w dniu zniknięcia Iwony pożyczał od kogoś samochód. 5. Nie należy do środowiska przestępczego, ma dobrą opinię. 6. Wiek: dwadzieścia kilka lat - sądząc po sylwetce i ruchach. 7. Ubiera się dość starannie - ta koszula wypuszczona na wierzch oznacza trochę kontrolowanego luzu. Klasa średnia, nieźle zarabia. (oczywiście wypuszczenie koszuli na wierzch może być podyktowane chęcią ukrycia broni). 8. Nie znosi sprzeciwu, jest emocjonalnie niezrównoważony, chociaż pozornie dobrze „ułożony”. 9. Jest w Iwonie na swój chory sposób zakochany do szaleństwa. 10. Przez cały dzień po zaginięciu Iwony nie ma go w Trójmieście.
|