|
AUDYCJA O PRZYRODZIE W telewizji była audycja o przyrodzie. Dziki nam zagrażają. Trzeba do nich strzelać! Radny z rodziną wskoczył na drzewo. To znaczy wskoczył ze strachu, żeby go dziki nie zjadły, zakąszając dziećmi. Argumenty: dziki mogą zostać potrącone przez samochód i cierpieć. Więc w ich interesie jest, żeby je zastrzelić. Zrobimy to dla ich dobra i z przyjaźni. Dziennikarka i cała plejada podmiejskich oficjeli zgromadzili się w miejscu gdzie dziki się pojawiają i urządzili plenerowy panel dyskusyjny. Jednym z dyskutantów jest urzędnik, który wsławił się wielkim zwycięstwem, dziennikarka pyta go o szczegóły: „Nazywają pana John Wayne, bo zastrzelił pan z pistoletu dzika, który pana zaatakował?” „A tak.” „Ale ma pan sprawę w prokuraturze, bo są wątpliwości, czy ten dzik pana naprawdę atakował. Jak on pana atakował? Czy mógłby pan to opisać?” John Wayne udaje, że nie słyszy ostatniego pytania. Wyraża przekonanie, że prokuratura odstąpi od oskarżeń, kiedy dokładnie zbada sprawę. Potem następuje dyskusja na temat właściwości dzików. Raz o dzikach mówią, że mądre, raz że głupie, zależnie od tego, co jest wygodne w danym momencie audycji. Co do jednego wszyscy są zgodni: trzeba je zabić. Wszyscy recytują chórem: „dziki nam zagrażają! Mogą zabić nas i nasze dzieci.” Nieważne czy mądre czy głupie, dzikie czy oswojone, ważne jest tylko jedno: zabić. I dopiero pod koniec audycji ktoś mimochodem wspomina, o co tak naprawdę chodzi. Miasteczko się rozbudowuje. Powstają osiedla na obrzeżach, przy lesie, wchodzące w las. To my wchodzimy na ich teren - powiedział trafnie przedstawiciel władz - to my jesteśmy u nich. Albo one u nas – sprostowała szybko dziennikarka. Tak czy owak, dla dzików nie ma miejsca. Po co więc szukać tych wszystkich pretekstów, po co idiotyczna historyjka o radnym i jego rodzinie, którzy musieli wskoczyć na drzewo, czy nie lepiej powiedzieć po prostu: zabijemy dziki bo potrzebujemy coraz więcej miejsca dla nas, dla naszych dzieci, wnuków i prawnuków, które będą się mnożyć w postępie geometrycznym? A czy dziki są dzikie? Dwie skromne, ciche panie, które dokarmiają dziki i zaprzyjaźniły się z nimi, zapytane przez dziennikarkę czy się nie boją, dały taką odpowiedź: „nie, to spokojne zwierzęta, nikomu krzywdy nie robią, jeżeli ktoś tu jest dziki, to raczej kierowcy, którzy pędzą przez wieś i zabijają dzieci." Zabawnym, a właściwie nie, nie zabawnym a bardzo smutnym akcentem było w tej audycji to, że jedyne dwie osoby, które nie mają nic przeciwko dzikom, czyli te dwie skromne panie, które nie są entuzjastkami zabijania, zgodziły się wprawdzie wystąpić przed kamerą, ale bez pokazania twarzy. Wszyscy inni, wszyscy którzy mówili oczywiste draństwa, mówili to z podniesioną głową i prosto do kamery.
|