|
KARA ŚMIERCI Temat, , którego nie unikniemy. Za czy przeciw? Przeciw, oczywiście. Ale dlaczego przeciw? Uzasadnienie jest trudniejsze niż decyzja. Pierwsze, co się nasuwa: pomyłki sądowe. Nieodwracalność tej kary sprawia, że jeśli po wykonaniu wyroku znajdzie się - wskutek nowych okoliczności lub nowych technologii - prawdziwy winny - niczego już nie da się cofnąć. Lecz ten element nieodwracalności dotyczy również kary więzienia - nie zwrócimy trzydziestu lat spędzonych niewinnie za kratkami, nie oddamy przegranego życia. Jakie jeszcze argumenty mamy przeciw karze śmierci? Może ból? Czy egzekucja boli? Filmy pokazujące jak na krześle elektrycznym drga jeszcze skazany chociaż dawno już „powinien” nie żyć, a z nosa i uszu płynie mu krew ze spalonych naczyń krwionośnych w mózgu świadczą, że tak. Nawet uśmiercenie przez zastrzyk, o ile nie jest wykonane w głębokiej narkozie - musi być koszmarem, jest to przecież śmierć przez uduszenie, trucizna zwiotcza mięśnie i uniemożliwia oddychanie. Najgorsze chyba w karze śmierci jest odłożenie w czasie. Okres między zapadnięciem wyroku a jego wykonaniem. Gdyby wyrok wykonywano natychmiast po jego ogłoszeniu, kara śmierci byłaby mniej dotkliwa. Niedawno Gazeta Wyborcza opublikowała wywiad z katem. Kat okazał się ciekawym rozmówcą, dobrym obserwatorem i psychologiem. Powiedział rzecz znamienną: kara śmierci jest podwójna, dubluje się, właściwie można by jej nie wykonywać, bo ci których zabijałem już nie żyli. Byli martwi z przerażenia. Martwi psychicznie. Można by powiedzieć, że niepotrzebnie roztkliwiamy się nad przestępcą, bo on przecież sam przedtem wykonał na kimś karę śmierci, zabił kogoś kto chciał żyć, kto był przerażony i kogo bolało, więc społeczeństwo tylko odpłaca mu tym samym. A jednak nie. Bo ofiara mordercy cierpiała krócej. Bo jej strach nie był aż tak rozciągnięty w czasie. Tak więc społeczeństwo które stosuje karę śmierci mści się na sprawcy, zadając mu cierpienie większe niż on zadał. To nie jest „oko za oko, ząb za ząb” tylko raczej - dwoje oczu za jedno.
|