|
DUMNI ZWYCIĘZCY To było kilka lat temu, ale powtarza się podobnie co roku. Dni konia arabskiego „Pride of Poland”, duma Polski! Aukcja w Janowie Podlaskim. Stadnina. Piękne koniki. Biznesmeni, szejkowie, gwiazdy wśród których błyszczy żywa legenda, Charlie Watts z Rolling Stonesów - wszyscy bajecznie bogaci, wpływowi, sławni. Jury pod przewodnictwem księżniczki Aliji, samej siostry samego króla samej Arabii Saudyjskiej! Prezenterzy w radiach i w telewizjach zachłystują się: „Elegancja i szyk!” „Wdzięk, bogactwo, uroda!” „Damy i dżentelmeni na salonowej aukcji!”. Na salonowej aukcji wystawiono na sprzedaż trzydzieści pięć koni arabskich. Każdy za setki tysięcy euro. Tak przy okazji, oglądając te piękne, fasadowe scenki, zajrzyjmy sobie na zaplecze. Zwiedzaliście kiedyś stadninę koni? Ja tak. Uwagę moją zwróciła sala, w której pod sufitem podwieszone są dźwigi, krążki, liny. Na środku stoi olbrzymie łoże, obite ceratą. - Do czego to? - Spytałem mojego przewodnika. - Do kastrowania koni – brzmiała odpowiedź. Mój przewodnik chyba zobaczył coś w mojej minie, bo dodał: - Nie wykastrować takiego, to jeszcze gorzej. On się robi strasznie nerwowy. Wolno mu kryć raz na pół roku, a on by chciał kilka razy dziennie. No tak, chciałby to robić kilka razy dziennie, tak jak robili to jego przodkowie, gdy byli jeszcze wolnymi końmi, a nie raz na parę miesięcy, gdy podsuną mu klacz z rodowodem. Logiczne. Czy to nasza wina? Wina ogiera? Wina natury (cokolwiek by to znaczyło) która wymyśliła to tak idiotycznie? W tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia. Kastrować czy nie kastrować? Oto jest pytanie. Na które obie odpowiedzi są złe. Najlepiej by było dać koniom święty spokój i nie robić z nich widowiska. A propos krycia, w innej stadninie ujrzałem sprzęt, przypominający przyrząd gimnastyczny do „skakania przez kozła”. Stojący na czterech drewnianych nogach korpus, obity skórą, od biedy przypominał klacz. To odpowiednik ludzkich plastikowych lalek dla amatorów seksu z plastikiem. To sztuczna klacz do pobierania spermy. Proteza samicy dla ogiera. Miejsce, w którym kradniemy mu geny. Wracając do kulturalnego i szacownego wydarzenia, jakim w powszechnym mniemaniu jest „Pride of Poland”. Najwyższą cenę osiągnęła w tamtym roku klacz Palmira. „Klacz Palmira dziś zwyciężyła! To najlepszy koń podczas tej aukcji!”. Zwyciężyła? Ależ tak, to było wyraźnie ogłoszone, i tę prawdę propagowały wszystkie media, z entuzjazmem. „Klacz osiągnęła cenę...” - to znaczy, mówiąc po ludzku, właściciele stadniny opylili ją za tę sumę. Czym jest ten kuriozalny zwrot, robiący z klaczy podmiot osiągania ceny? Antropomorfizacją? Tak, ale taką antropomorfizacją, która nic zantropomorfinizowanemu zwierzęciu nie daje. Taką, która jest tylko odbiciem naszego najgłębszego przekonania, że zwierzęta nie tylko muszą nam służyć, ale jeszcze, dodatkowo, muszą się cieszyć z tego, że nam służą. Jest taką antropomorfizacją, która ma zamaskować stan faktyczny. Coś jak „węgorz lubi być gotowany żywy” albo „łoś ma szansę trafić na listę zwierząt do odstrzału”, albo jak uśmiechnięta świnka z plakatu która „mówi”: „Skosztuj mnie! Jestem pyszna!” Nigdy przecież nie przyznamy, że zwyciężył właściciel klaczy. Stadnina. Nabywca. Media. Rozentuzjazmowana gawiedź. Wszyscy, tylko nie klacz-zabawka, która będzie biegać ku uciesze rozemocjonowanego plebsu, a kiedy już nie będzie zdolna do biegania to pożyje jeszcze trochę jako „rekreacyjny” wierzchowiec do wożenia amatorów, a potem ją zabijemy. Czyli, jakby to określili zgodnie spikerzy wszystkich stacji telewizyjnych - „przejdzie na zasłużoną emeryturę! Możemy ją na tej emeryturze spotkać, a jakże, gdy przeczytamy kartkę na sklepie mięsnym: w każdą środę dostawa świeżej koniny. Kto jeszcze zwyciężył prócz szczęśliwej Samiry? Niedawno w telewizji zwyciężyła krowa. „A teraz, proszę państwa, pokażemy zwycięzcę konkursu na najbardziej mleczną krowę! Jest to, proszę państwa, światowy rekord. Krowa, która daje sto tysięcy litrów mleka rocznie!!! Ma prawo być dumna! Zdobywa puchary, zdobywa dyplomy, przynosi zaszczyt swoim właścicielom. Skazana na sukces!” – wykrzykiwał spiker z entuzjazmem. Te słowa, mające w intencji zidiociałego spikera sens pozytywny, niechcący dobrze oddają sytuację krowy. Skazana. Bo oto na ekranie widzimy tę szczęśliwą rekordzistkę. Czy wygląda na zadowoloną? Trudno powiedzieć. Ledwo się rusza, pod brzuchem wisi jej olbrzymi wór, to już nie wymiona, to wręcz worek, wielkości, na oko, jednej czwartej całego ciała. Monstrualnie rozrośnięta, żywa fabryka mleka. Ciekawe, jak my byśmy się czuli, gdyby ktoś doił nasze samice? Czy również odczuwalibyśmy dumę, pride of Poland, na myśl o tej, która dała najwięcej mleka wrogim, obłudnym i okrutnym władcom świata?
|