|
MYDŁA Z LUDZI Wsiadając do eleganckiego samochodu pięknie wyłożonego skórą - brązowa tapicerka, beżowa deska rozdzielcza, lewarek skrzyni biegów pięknie obszyty brązem i beżem - nawet nie pomyślimy, że mościmy się w częściach żywej istoty, która kiedyś czuła, cierpiała i została przez nas zabita. Określenie „prawdziwa skóra” w odróżnieniu od syntetycznej ma dodać jej prestiżu, a właściwie prestiżu temu kto z niej korzysta, ale tak naprawdę bardzo dobrze oddaje istotę sprawy. Tak, to jest PRAWDZIWA skóra. A propos skórzanej tapicerki, zastanawiam się co na takie spostrzeżenie powiedziałby ktoś mniej wrażliwy. Powiedziałby, że to jest naturalna kolej rzeczy, że, no trudno, skóra jest produktem ubocznym, zabija się zwierzęta głównie dla mięsa, a skóra zostaje, możemy ją wyrzucić albo spożytkować i to niczego nie zmieni, i że wszystko to jest w sumie dosyć normalne. Normalne? Kilka lat temu ktoś sprzedawał mydła z ludzi. Na Pomorzu. Rzekomo wykopane w pobliżu byłego niemieckiego obozu koncentracyjnego, miały jeszcze jakieś niemieckie napisy. Potem okazało się, że sprzedawca był oszustem, mydełka zbadano i ku powszechnej radości i uldze ogłoszono, że nie zostały zrobione z ludzi, tylko ze zwierząt. Oczywiście absolutnie nie usprawiedliwiam robienia mydła - czy czegokolwiek - z ludzi, ale uderzyła mnie dysproporcja: kompletna obojętność na robienie mydła ze zwierząt, a z drugiej strony oburzenie, cały naród wstrzymał dech... czy te mydła to z ludzi? Z nas?
|