Strona główna blog

ZŁOŚLIWE MASKOTKI


ZŁOŚLIWE MASKOTKI

 

Często dostaję drobne prezenciki. Na ogół maskotki. Figurki. Porcelana, welur, szkło, maleńkie pluszaczki. Misie, myszki, słoniki, kaczuszki.

 

Z jednej strony jest to bardzo miłe, z drugiej strony, po pewnym czasie... hm... trochę kłopotliwe. Utrudnia odkurzanie półek, ale to jeszcze najmniejszy kłopot. Gorzej, że znaczna część tych dowodów sympatii jest, że tak powiem, estetycznie trudna do strawienia, a niektóre są wręcz niejadalne.

 

Zacząłem się zastanawiać co to właściwie znaczy, jaki jest ukryty sens tych podarunków. Na początku pomyślałem, że to objawy sympatii. I zrobiło mi się bardzo przyjemnie, że jestem tak lubiany przez tyle osób.

Ale potem przyszło mi do głowy, że może być inaczej. Ludzie mi to dają, żeby się tego pozbyć. Sami dostali te przedmioty, nie wiedzą gdzie je postawić, mają ich za dużo, więc pozbywają się ich, obłudnie obdarowując mnie aby mi rzekomo sprawić przyjemność. Te maskotki to typowe prezenty przechodnie, wędrujące od domu do domu, od jednego obdarowanego do drugiego.

 

A co do estetyki tych podarków, to po głębszym namyśle doszedłem do porażających wniosków. Są dwie możliwości, lepsza i gorsza. Lepsza to ta, że maskotka odzwierciedla gust ofiarodawcy. Ofiarodawca wybrał taką a nie inną figurkę bo podobała się JEMU. Lub JEJ. I wręczył mi ją, w nadziei że i mnie się spodoba.

Gorsza możliwość to ta, że ofiarodawca swoim wyborem próbował dopasować się do MOJEGO gustu. Specjalnie kupił coś co sam uważa za koszmar, ale jest przekonany, że mnie się to spodoba. Bo według niego to ja mam zły gust. A może nawet jest w tym jakaś ukryta kpina, jakaś chęć przewrotnego dania mi do zrozumienia: „Wiem, że komu jak komu, ale TOBIE się ta maszkara spodoba!”

 

W tej chwili przychodzi mi do głowy trzecia możliwość, jeszcze gorsza: w wyborze takiej a nie innej maskotki zawarta jest aluzja do wyglądu obdarowanego: „Jesteś, mój drobi przyjacielu, tak paskudny jak ta maskotka!”

 

I jeszcze czwarta ewentualność, będąca jakby pochodną trzeciej, nieco bardziej psychologizująca, lecz wcale przez to niemniej straszna: „Daję ci właśnie taką figurkę, albowiem budzisz we mnie uczucia tak szpetne jak szpetny jest ten sinoszary, porcelanowy słonik.”

Brrr... Nie wiedziałem, że tyle złego można zawrzeć w prezenciku.

 

Potem przyszło mi do głowy coś jeszcze smutniejszego: ludzie mi to dają jakby na odczepnego: masz to - zamiast mnie. „Ta myszka, postaw ją sobie na półce i z nią rozmawiaj, a do mnie nie dzwoń, bo nie mam czasu, bo nie mam ochoty z tobą gadać, bo cię nie lubię. Zamiast poświęcać ci trochę czasu i mojego towarzystwa daję ci maskotkę i to tak jakbyś dostał kawałek mnie.”

 

A więc prezenciki są objawem tego, że ktoś mnie nie lubi. Nie są dowodem sympatii, przeciwnie. Antypatii, i to perfidnej, bo skrywanej, co więcej - obłudnie przebranej za sympatię. Antypatii udającej sympatię. Z jakichś względów ten ktoś, ofiarodawca, pragnie podtrzymać ze mną kontakt, jestem mu do czegoś potrzebny, i pragnie mnie utwierdzić w przekonaniu, że mnie lubi.

 

Najgorzej że jakoś nie mam sumienia ich wyrzucać. Przywiązałem się do nich, nawet do tych najbardziej szpetnych. Więc wydzieliłem im półkę w szafie. Mieszkają tam: porcelanowa świnkoskarbonka z ryjkiem w kształcie krwistoczerwonego serduszka, wielkości takiej, że można by w niej uzbierać drobne na całe życie. Zielona, plastikowa łapka z palcami wzniesionymi na znak zwycięstwa, kołysząca się na sprężynce przytwierdzonej do zielonej podstawki w kształcie buta martensa. Kule z wodą, gdy je poruszyć to śnieżek prószy na uwięzioną w kuli księżniczkę, krasnalka lub sanie z góralem. Dużo misiów i myszek.

 

Właściwie lubię te wszystkie dziwadła. Biedne zwierzaczki. Czasem mam wrażenie, że w szafie się duszą i wtedy zostawiam otwarte drzwi, żeby im przewietrzyć pomieszczenie. Niektóre właściwie są ładne. Trafiają się wręcz urocze, jak na przykład ta Mysza w drucianych okularach, taka niby intelektualistka ale bardzo seksowna i kobieca (lubię kobiety-intelektualistki, rozśmieszają mnie a to mnie zawsze relaksuje) czy druga Mysza, w sukieneczce z której można ją rozebrać (jakaś sugestia ofiarodawcy?)

Tak, lubię je. W końcu co one są winne, że podarowali mi je ludzie aż tak złośliwi?

Napisz pierwszy komentarz

blog - blog