Strona główna blog

ANTROPONAZISTKA


ANTROPONAZISTKA

 

Mam przemiłą znajomą, którą bardzo lubię, bo jest inteligentna, bystra, pracowita, zaangażowana w działalność społeczną. Taka naprawdę wartościowa jednostka.

Kiedyś rozmowa zeszła na sprawy zwierząt i moja sympatyczna znajoma stwierdziła, że nie zgadza się ze mną iż zwierzęta tylko przypadkiem pozostały zwierzętami, a człowiek tylko przypadkiem stał się panem Ziemi, bo mu się poszczęściło.

Gdy zacząłem drążyć temat, dowiedziałem się od miłej rozmówczyni, że człowiek jest czymś w rodzaju gatunku wybranego, należy do rasy panów, i że otrzymał tę pozycję a priori - nie padło jeszcze słowo „bóg” ale domyśliłem się, że w jej przekonaniu to on był darczyńcą.

 

Zacząłem się zastanawiać, jak to możliwe, że miła, dobrze wychowana, inteligentna, wykształcona i wielce kulturalna, subtelna i delikatna osoba jest jednocześnie nieświadomym nazistą? Powiedzmy - antroponazistą?

 

Prawdopodobnie nie jest to jej osobista zasługa. W takiej atmosferze się wychowala, uważa to za naturalne, że zwierzeta są czymś gorszym niż małpy naczelne zwane dumnie przez same siebie „homo sapiens”. Swą wiedzę czerpie z nauk kościoła zamiast z nauk ścisłych, z tradycji zamiast z odkryć naukowych.

 

- Czy uważasz, że bóg dał nam zwierzęta, żebyśmy je wykorzystywali? - Dociekałem.

- Nie, w żadnym wypadku! - Zaprzeczyła żywo. - Jestem przeciwna zadawaniu cierpień zwierzętom. Ja po prostu uważam, że zwierzęta funkcjonują inaczej niż my. Kieruje nimi instynkt.

 

Pamiętam z dzieciństwa te wyjaśnienia, których udzielano mi gdy pytałem, czy pieski myślą. Nie, pieski nie myślą, głuptasku, kieruje nimi instynkt.

Instynkt. Magiczne słowo, i magiczne myślenie, którego przedstawicielem był już Arystoteles ze swoją teorią o tym, że zwierzęta to tylko mechaniczne zabawki.

 

No więc jak to możliwe, że ludzie wykształceni - abstrahuję już od mojej przemiłej rozmówczyni, która tylko zainicjowała te rozważania, - mogą jednocześnie uważać, że zwierzę to jakaś zabawka, która w środku ma jakieś sprężynki, kółka, jakiś mechanizm tak jak nakręcana żyrafka czy żółwik dla dziecka, i na tej zasadzie działa?

 

Pytanie szersze: jak to możliwe, że są ludzie wykształceni, ba, naukowcy (sic!) którzy wierzą w siły „pozaziemskie”, niebiańskie, w polibóstwa czy też w monobóstwo, i nie czują, że coś tu nie gra?

 

Z tym problemem zetknąłem się już gdy pisałem o myśliwych. To mili ludzie, często inteligentni i świetnie wykształceni. I jakoś godzą to z zadawaniem straszliwej śmierci. Dlaczego? Bo są przekonani, że zwierzęta to rzeczy.

 

Zacząłem uświadamiać mojej młodej znajomej, że chociaż ludzie niewątpliwie górują nad zwierzętami pewnym rodzajem inteligencji to jednak ten rodzaj inteligencji nie ma wiele wspólnego z mądrością - bo to co wyczyniamy z naszą planetą na pewno mądre nie jest.

 

To raz. A dwa: inteligencja nie jest żadną miarą wartości. Nie można powiedzieć, że istota bardziej inteligentna jest więcej warta niż mniej inteligentna. Nawet w obrębie tego samego gatunku. Ale również transgenicznie.

A poza tym - inteligencja nie jest jedyną ważną cechą. Dojrzałość emocjonalna jest równie ważna, a w tej dziedzinie wiele zwierząt bije ludzi na głowę. Pies potrafi oddać życie za swego pana. Nie słyszałem o sytuacji odwrotnej.

 

Empatia, poświęcenie, występują u zwierząt, chociażby u delfinów gdy wspólnie ratują rannego towarzysza.

Liczenie, posługiwanie się językiem oraz świadome konstruowanie zasad gramatyki występują na przykład u szympansów bonobo.

 

Mnóstwo jest przykładów na to, że nie jesteśmy w przyrodzie niczym wyjątkowym. Dzięki obserwacjom naukowców padają kolejne mity, którymi próbowaliśmy się odgrodzić od naszych krewnych:

że tylko ludzie są zdolni do altruizmu,

że tylko ludzie są istotami społecznymi,

że tylko ludzie uprawiają seks nie tylko dla prokreacji (w tej kwestii katolicy strasznie się zaplątali we własne przemyślenia, bo wychodzi na to, że nie są ludźmi).

Że tylko ludzie są istotami religijnymi - to jeszcze nie zostało obalone, ale prędzej czy później naukowcy znajdą jakieś zalążki protoreligii w zachowaniach niektórych gatunków zwierząt. A może już znaleźli, tylko ja jeszcze o tym nie wiem.

 

Zaproponowałem mojej miłej rozmówczyni, że pożyczę jej książkę Dawkinsa „Bóg urojony”, ale zaraz wycofałem się z tej oferty - a nuż spali książkę, podrze albo odda mi ją z wymalowanym na każdej stronie rysunkiem szatana?

 

Najdziwniejsze w tej całej rozmowie, prowadzonej zresztą w formie miłej towarzyskiej pogawędki przeplatanej wybuchami śmiechu, było to, że śladów zabobonu, myślenia zyczeniowego i totalnej nieznajomości świata dokopałem się u osoby tak młodej. I tak wykształconej. Wykształcenie wykształceniem, a zabobon trwa, od tysiącleci, przenosi się z pokolenia na pokolenie.

 

Nie byłoby w tym nic strasznego, ot, niewinne dziwactwo, w końcu są jeszcze ludzie, którzy nadal wierzą, że Ziemia jest płaska i leży na grzbiecie olbrzymiego żółwia, a gdy ich spytać na czym leży ten żółw odpowiadają, że pod nim też jest wielki żółw, a pod spodem jeszcze jeden, i tak dalej, cała piramida, żółw na żółwiu i tak aż do końca.

 

Nie byłoby nic złego gdyby nie to, że z takiego myślenia wynikają mrożące krew w żyłach konsekwencje. Znajoma wprawdzie zapewniła mnie, że jest przeciwna dręczeniu zwierząt, i nie mam powodu nie wierzyć że naprawdę szczerze tak uważa. Kłopot w tym, że światopogląd pod hasłem „my, rasa panów i wy - zwierzęta” prowadzi prostą drogą do usprawiedliwiania wszelkiego zła jakie zwierzętom wyrządzamy. Zła, którego nie sposób wymienić bo nie ma takich ksiąg, które zmieściłyby spis tego wszystkiego co im robimy. „Im” czyli naszym braciom. Nie „braciom mniejszym”. Po prostu braciom. Powiedzenie „bądź dobry dla braci mniejszych”, przy całej swej dobroduszności, niechcący odsłania nasz antroponazizm. Antroponazizm tak głęboki, że go nie widzimy.

Nie mam żadnego żalu do mojej przemiłej znajomej, chociażby dlatego, że ja też nie jestem bez winy. Jestem również antroponazistą, jak ona. Nikt nie jest bez winy. Wystarczy skorzystać z jakiegokolwiek lekarstwa i już bierzemy udział w procederze torturowania zwierząt laboratoryjnych. Wystarczy zjeść miskę soczewicy i już zamordowaliśmy zwierzęta, które żyły w lesie zanim go wykarczowano pod uprawę.

Wszyscy jesteśmy nazistami. Tylko że nie wszyscy o tym wiemy.

 

P.S. Ku mojemu zaskoczeniu moja znajoma stwierdziła, że owszem, chciałaby się z książką Dawkinsa zapoznać.

Napisz pierwszy komentarz

blog - blog