|
ALEGORIE HITCHCOCKA „Ptaki” Hitchcocka obejrzałem niedawno po raz kolejny. I zupełnie inaczej na nie teraz patrzę. Jako dziecko widziałem w tym filmie trzymający w napięciu dreszczowiec, genialny horror, wspaniałą rozrywkę na deszczowy wieczór. Jako młody człowiek obejrzałem go jeszcze raz i dostrzegłem w nim głównie miłosną historię pary głównych bohaterów, historię rozegraną w oryginalnej scenerii wyspy zagrożonej przez agresywne ptaki. Teraz ujrzałem w tym filmie jeszcze coś innego. Jest to przecież ewidentna alegoria bombardowań. Nadlatują. Odlatują. Chwila spokoju. Schron. We wszystkim dostrzegamy to, czym żyjemy. Czy to znaczy że teraz żyję bombardowaniami? Nie dosłownie, oczywiście. Po prostu coraz lepiej rozumiem świat i coraz mocniej do mnie dociera jak kruchy jest nasz codzienny spokój, jak relatywny jest sukces i bezpieczeństwo. Film ten można też oczywiście odczytać jako historię buntu upokorzonych. Buntu zwierząt którym czynimy tyle zła i które postanowiły nas za to ukarać, czy może po prostu - uwolnić się od nas. Być może kiedyś odczytam ten film jeszcze inaczej. Jako alegorię ostatnich lat życia. Szpital. Lekarze. Operacja. Powrót do domu, chwila oddechu przed następną hospitalizacją... Ptaki w białych kitlach... Tylko że wtedy ten film nie będzie już miał happy endu.
|
|