|
KANDYDT ZERO. Zacznijmy od pojęcia wyboru. Według wszelkich zasad logiki (ale nie logiki politycznej, tylko prawdziwej) są trzy możliwości: głosuję na kandydata X, albo na kandydata Y, albo - trzecia możliwość, niemniej ważna - nie głosuję na nikogo. Jeżeli kandydat X oraz kandydat Y nie spełniają moich oczekiwań to przecież nie mogę na nich głosować, to chyba jasne. Tym bardziej nie mogę głosować na X tylko i wyłącznie dlatego, że nie podoba mi się Y. Głosowanie to poważna sprawa, nie można z tego robić kombinacji. Jednocześnie jeżeli nie zagłosuję ani na X ani na Y to wcale nie oznacza, że nie dokonałem wyboru. Brak wyboru też jest wyborem, tego uczono mnie na zajęciach z filozofii, i to jest oczywiście logiczne. Tak jak brak odpowiedzi na pytanie jest też pewnego rodzaju odpowiedzią na pytanie. Co oznacza fakt, że nie głosuję na żadnego z kandydatów? W świetle obecnej ordynacji wyborczej - nie oznacza nic. Co najwyżej zostanie to skomentowane jako obojętność obywatela , który nie interesuje się losem własnego kraju, albo jako głupota kogoś kto oddał nieważny głos bo przez pomyłkę przekreślił wszystkich kandydatów. A tymczasem tak naprawdę jest to sygnał potężny. Niska frekwencja wyborcza wcale nie oznacza, że obywatele mają w nosie nasze państwo, tylko że mają w nosie tych, którzy rwą się do rządzenia tym państwem. Niska frekwencja jest mocnym sygnałem słabego poparcia. Dlaczego Konstytucja nie bierze tego pod uwagę? To proste. Bo konstytucję układali politycy. A dla nich jest obojętne ile osób będzie głosować. Dla nich liczą się tylko proporcje - więcej na X albo więcej na Y. W ostateczności, z braku poparcia, zagłosują na nich rodziny i przyjaciele - i też będzie dobrze (wyjaśnia to może sens wielodzietności u niektórych polityków). Tymczasem, gdyby ordynacja wyborcza była ustalana zgodnie z zasadami logiki prawdziwej, a nie politycznej, glosy nieważne byłyby ściśle ewidencjonowane. Ponieważ są to glosy sprzeciwu. Glosy na hipotetycznego kandydata zero, którego nie ma wśród startujących, a który naprawdę spełniałby oczekiwania głosującego. Co należałoby zrobić z tymi głosami nieważnymi? To przecież olbrzymi potencjał, potencjał niewykorzystany. A może należy podnieść próg bezwzględnej liczby głosów? Nie, to nic nie da. Wybory byłyby nieważne i mielibyśmy do końca świata prezydentów p.o. - pełniących obowiązki prezydenta, prezydentów zastępczych, produkt prezydentopodobny. Zresztą i tak takich mamy, więc wiele by to nie zmieniło. Ważne rozróżnienie: żeby nie głosować na nikogo lepiej jednak pójść i oddać głos nieważny, niż zostać w domu. To ostatnie może być bowiem odczytane jako sygnał obojętności. A przecież Ci, którzy nie chcą głosować na żadnego z kandydatów obojętni nie są. Oni by chętnie (i ja wśród nich, ale niech już zostanie w trzeciej osobie liczby mnogiej) no więc oni by zagłosowali, gdyby było na kogo. Gdyby był jakiś kandydat idealny. Dla mnie na przykład byłby to ktoś kto: Jest zrównoważony psychicznie Wykształcony. Zna chociaż jeden język obcy. Nie preferuje żadnej religii a najlepiej, żeby był ateistą. Jest zainteresowany Polską jako krainą nie tylko ludzi, lecz również zwierząt i roślin. Rozumie, że zakaz rozjechania doliny Rospudy to nie jest klęska Polski, tylko zwycięstwo Polski. W tym kontekście odpada Komorowski jako entuzjasta wypruwania wnętrzności zwierzętom przy pomocy pocisków półpłaszczowych. W tym kontekście odpada Kaczyński jako entuzjasta rozjechania doliny Rospudy, tudzież z wielu innych przyczyn, chociażby ciągnącego się za nim ciemnogrodu. Oczywiście odpadają też płotki jak kryptofaszysta z muszką pod brodą, kryptofaszysta z biało-czerwonym krawatem pod brodą, postkomunista z czerwonym krawatem pod brodą, i tak dalej. Może należałoby stworzyć jakiegoś wirtualnego kandydata, lub kandydata-robota. W Japonii są już roboty do złudzenia przypominające ludzi, dlaczegóż nie można by skonstruować robota-prezydenta? Tymczasem można przynajmniej nakreślić portret psychologiczny idealnego kandydata. A przynajmniej zbiór cech obowiązujących. Byłoby to coś w rodzaju zaostrzenia kryteriów. Kandydat nie tylko musi mieć obywatelstwo polskie i być nie karany, lecz również: Przejść testy psychologiczne i badania psychiatryczne, wykazujące że nie ma oznak choroby psychicznej lub braku zrównoważenia psychicznego. Nie wykazywać nienawiści do żadnej grupy społecznej. Nie znęcać się nad zwierzętami. Nie wykazywać żadnych objawów chciwości. Być kryształowo uczciwym w najszerszym tego słowa znaczeniu - jakiekolwiek dostrzeżone w jego dotychczasowej działalności objawy nepotyzmu, załatwiania czegokolwiek przez znajomości - powinny go automatycznie eliminować z puli kandydatów. Jednym słowem powinno go obowiązywać coś w rodzaju lustracji, ale nie lustracji politycznej tylko znacznie szerszej - życiowej. To swoją drogą ciekawe, że aby zostać maszynistą lub motorniczym trzeba przejść różnego rodzaju badania, żeby prowadzić samochód też. A żeby prowadzić duży kraj - nic nie trzeba.
|