Strona główna blog

NASZ PRODUKT ŚWIATOWY BRUTTO


NASZ PRODUKT ŚWIATOWY BRUTTO

Felieton opublikowany w miesięczniku „Vege”

 

Postęp! Uprzemysłowienie! Nowe technologie!

Czego produkujemy najwięcej? Samochodów? Telefonów komórkowych? Może dzieł sztuki? Nie, najwięcej produkujemy gówna.

 

Już dzisiaj dziesięć milionów osób rocznie umiera z powodu zatrucia wód naszej planety fekaliami. A ile zwierząt? Tego oczywiście nie ma w statystykach. Na nowoczesne oczyszczalnie stać tylko najbogatsze kraje. Niedawno pokazano w telewizji takie oczyszczalnie, olbrzymie silosy do mieszania ekskrementów, przypominające wieżowce. Nie jesteśmy w stanie tego wszystkiego przerobić. A producentów kału przybywa w tempie dużo szybszym, niż oczyszczalni. Jest nas już sześć miliardów wykonujących tę prywatną działalność gospodarczą, fabrykantów nie zrzeszonych w żadnej gildii czy rzemieślniczym cechu, nie posiadających zezwoleń sanepidu ani innych służb na tę naszą codzienną produkcję, prowadzoną w dni robocze i w weekend, w święta państwowe i kościelne, zawzięcie, przez całe życie od kołyski po grób, nie przerywając jej w urlopy ani nie zaniechując wraz z przejściem na emeryturę.

 

O, właśnie, coś dla statystyk, w których się lubujemy: prowadzi się różne porównania ile jaki kraj czego produkuje, jaki ma PKB, jaki czynnik wzrostu gospodarczego, dynamikę itp. A gówno? Czy produkcja jest proporcjonalna do ludności? Nie, raczej do jedzenia. Ale dochodzi też czynnik przemiany materii. No i jakość, jakość gówna. Nie powinno być sraczkowate. Czy na eksport? Tak, przez rzeki do mórz. A kogo zarzucamy naszą produkcją? Wszystkich, ależ wszystkich, głównie ryby, ptaki wodne, ssaki morskie.

 

Ostatnio widziałem w telewizji jeden z bardziej przejmujących obrazów, chociaż w tym zalewie, jakim raczy nas telewizja, trudno już się czymś przejąć. Tonący ptak. Tonący w morzu. W morzu rozrzedzonych ekskrementów. Nie wiem jaki to ptak, bo był tak oblepiony, że widać było tylko kawałek dzioba, i oko - jeszcze żywe.

 

Dane o producentach są, niestety, fragmentaryczne. Udało mi się zdobyć tylko o Stanach Zjednoczonych - 75 tysięcy ton odchodów dziennie. Wyobraźmy sobie tę górę, która powstanie po roku. A to tylko Stany. Cały świat produkuje nie górę, lecz całe Himalaje.

 

Zapamiętałem ten rysunek ze szkoły, z jakiegoś podręcznika. Figurka człowieka, a obok nieproporcjonalnie wielki bochen chleba, butla wody wielkości pięciu ludzi, wór ziemniaków jak dla olbrzyma, gigantyczna skrzynia sałaty, i tak dalej, unaocznione ładnie dla dzieciaczków ile czego człowiek w ciągu całego swego życia zdąży skonsumować.

 

Powinno być jeszcze obok tego dorysowane ile kału człowiek w ciągu życia zdąży sfabrykować. Olbrzymia, kilkumetrowa kupa, wielkości kilku ludzi. Zresztą nietrudno to wyliczyć. Ćwierć kilo dzienne? Nie ważyłem, ale tak mi się widzi. Przyjmijmy tę liczbę jako roboczy element naszego naukowego, koprologicznego wywodu. Rocznie - 91,25 kg. Razy, powiedzmy, 70 lat - tu już muszę wyciągnąć kalkulator, chwileczkę - no tak, dokładnie jak myślałem: 6387,5 kilogramów. Sześć ton ekskrementów. Niezła górka. I ją też należałoby dorysować obok tego ludzika. Żeby dzieciaczki wiedziały co będzie największym osiągnięciem ich życia.

Przemnóżmy jeszcze te sześć ton przez sześć miliardów...

Nie ma się więc co dziwić, że Świat coraz bardziej śmierdzi gównem... (nie tylko w przenośni). Czy zauważyliście to na ulicach, ten smrodek od czasu do czasu? Ze studzienek. To płynie pod nami. Pod naszymi nogami. I czasem robi się tam jakiś zator i zapach się wydostaje na chodnik, na nasz czyściutki chodnik po którym godnie stąpają pięknie ubrane panie i eleganccy panowie, przy gładko wyasfaltowanej ulicy, po której suną błyszczące samochody.

 

Nowe wieżowce, coraz wyższe, coraz ich więcej, coraz ładniejsze, coraz bardziej funkcjonalne. Jakie to piękne. Jakie zachwycające! Tyle że, ups! Mały zgrzyt. Obok wieżowców wkrótce staną stupiętrowe mieszalnie gówna. Świat będzie jedną wielką mieszalnią gówna. (W sensie myślowym już jest).

Nie, przepraszam, nie obok. Mieszalnie staną na antypodach, u biednych sąsiadów. Bo świat nie dzieli się już na Wschód i Zachód, Północ-Południe czy bogatych i biednych (tak dzielił się zawsze) lecz na tych, którzy śmiecą i na tych, którzy muszą żyć w ich śmieciach. I oczywiście we własnych śmieciach, których nie mają siły podrzucić innym. Bo na wszystko trzeba siły. A żeby mieć siłę trzeba jeść. A więc zabijać. I śmiecić. Trzeba zabijać, żeby śmiecić. Trzeba jeszcze więcej zabijać, żeby mieć siłę nie tylko na śmiecenie, ale i na podrzucanie innym naszych śmieci, dzięki czemu możemy chwalić się naszym ekologicznym podejściem do życia pokazując własne, czyściutkie podwórko. Coraz więcej energii wymaga też ochrona naszego podwórka przed śmieciami, które inni mogą nam podrzucić.

 

Czy nasza cywilizacja jest cywilizacją druku? Czy może cywilizacją elektroniki? A może designu? Nie, jest cywilizacją śmieci. Bronimy się przed nimi jak umiemy, nasze śmietniki mają już zamki szyfrowe, niedługo będą miały pancerne drzwi i alarmy, kamery, monitoring. Przyjeżdża ekipa interwencyjna. Ktoś próbował podrzucić śmieci! Alarm!

Do tej pory broniliśmy się przed złodziejami, a więc tymi co zabierają, teraz musimy się też bronić przed tymi, którzy dają.

A jednocześnie - zamykając, grodząc, drutując śmietniki niszczymy istoty, dla których nawet śmieci są skarbem: bezdomnych, gołębie, koty.

 

Był kiedyś reportaż o łabędziach mieszkających w części rzeki, do której spływają miejskie nieczystości. Dziennikarz zachwycał się, że tych łabędzi jest coraz więcej, że mają ciepło bo ta woda jest ogrzana i nie zamarza, ale jego rozmówca - weterynarz - dodał łyżkę dziegciu (a może kału) do tych zachwytów: tak, łabędzie żyją, mnożą się, ale jakość ich życia się bardzo pogorszyła, chorują, mają wszystkie narządy nasiąknięte toksynami, produktami rozkładu.

 

Świadomość, że jesteśmy cywilizacją śmieci, jakoś powoli do nas dociera. Dużo się mówi o recyklingu, utylizacji odpadów. Jakoś wstydliwie media przemilczają problem utylizacji ekskrementów. A przecież to będzie kluczowa dziedzina przyszłości. Nad tym pracować będą naukowcy z całego świata. Specjalista od utylizacji fekaliów - to będzie najbardziej przyszłościowy zawód, najmodniejszy kierunek studiów, absolwenci będą rozrywani przez pracodawców - firmy utylizacyjne.

- Jakie masz plany na po maturze?

- Idę na wydział utylizacji w katedrze koprologii stosowanej, w Fekalian University of Cambridge. Jest dwa miliony kandydatów na jedno miejsce.

Taki dialog licealistów w przyszłości jest całkiem prawdopodobny. A nawet pewny, gdy miliardów nie będzie sześć, lecz sześćdziesiąt.

 

Napisz pierwszy komentarz

blog - blog