Strona główna blog

KARALUCH


To opowiadanie pochodzi z tomu “Le Dévisagé”, wydanego we Francji przez Editions Denoël.

 

Ponieważ może nie wszyscy znają francuski, poniżej wersja polska:)

Tak się szczęśliwie złożyło, że po francusku słowo „le cafard” oznacza zarówno karalucha, jak i chandrę. Więc polska wersja tytułu nie oddaje jego dwuznaczności. Trudno. Jeżeli ktoś ma pomysł, jak z tego wybrnąć, chętnie usłyszę.

 

 

LE CAFARD

 

Couché dans mon lit, j’étais sur le point de m’endormir. Derrière le mur, l’ascenseur ronronnait doucement. La petite vieille d’au dessus écoutait encore sa radio. Dans le couloir quelqu’un marchait, traînant les semelles sur le sol. A travers la fenêtre, le clair d’un réverbère filtrait dans ma chambre.

J’étais fatigué. Je sentais le sommeil venir. Les pensées, l’une après l’autre, s’envolaient de ma tête, y laissant un vide délicieux. Devant mes yeux un voile s’étendit, orangé, ensuite rose, violet, gris et enfin noir. J’entrouvris encore un istant les paupières, pour dire bonne nuit aux murs, aux tableaux, au plafond. A la lumière grisâtre du réverbère j’aperçus au mur, près du lit, une petite tache noire. L’idée, comme un éclair, traversa ma tête ouateuse: “Un cafard! Il va se multiplier et je n’en viendrai jamais à bout! Ou il va se faufiler dans mon lit! Quelle horreur…”

 

J’essayais de fixer la tache noire qui se dirigeait vers le plafond, cependant mes yeux fatigués m’en empêchaient. Les contours de l’insecte restaient flous. Mais c’était surement un cafard! Une chenille ni une punaise n’avanceraient pas aussi rapidement! Sa silhouette me parut falmilière, voire inquiétante, mais je n’avais pas la force d’y réfléchir. Encore un instant, et l’insecte serait hors de la portée de ma main. Dans un dernier sursaut de volonté, je me forçai à saisir le journal sur ma table de nuit. Je me soulevai sur le coude et j’aplatis le cafard d’une claque formidable.

 

Un poids énorme s’abattit sur moi avec un bruit sourd. Une chose molle, grande, chaude et et humide s’affala sur mon corps, puis glissa et tomba par terre en gémissant.

 

A coté du lit - les entrailles dehors, la poitrine ouverte et les membres bizarrement tordus dans tous les sens - gisait, dans une flaque de sang, un homme écrasé.

 

 

KARALUCH

 

Leżałem na łóżku i próbowałem zasnąć. Za ścianą cicho dudniła winda. U sąsiadów grał jeszcze telewizor. Korytarzem ktoś szedł, szurając głośno podeszwami. Zza okna wpadał blask latarni.

 

Byłem zmęczony. Czułem, że sen zaraz przyjdzie. Myśli, jedna po drugiej, ulatywały z głowy, zostawiając rozkoszną pustkę. Przed oczyma rozpostarła się płachta łagodnie pomarańczowa, potem różowa, fioletowa, szara, wreszcie czarna. Na chwilę uchyliłem jeszcze powiek, by pożegnać się na całą noc z ze ścianami, obrazami, sufitem. W łagodnym świetle ulicznych latarni dostrzegłem na ścianie przy łóżku niewielki kształt. Jak przez mgłę przemknęła myśl: „Karaluch! Trzeba go zlikwidować! Inaczej się rozmnoży i nigdy się ich nie pozbędę! Albo wpadnie do łóżka, brrr...”

 

Chciałem się przyjrzeć dokładniej ciemnemu punkcikowi, który teraz wędrował w górę, w stronę sufitu, ale zmęczone oczy odmawiały posłuszeństwa. Nie mogłem dokładnie rozróżnić kształtów owada. Ale to na pewno karaluch! Ani liszka, ani mszyca czy żuczek tak szybko nie chodzą. Wprawdzie coś w jego sylwetce wydało mi się znajome, a nawet niepokojące, lecz nie miałem siły się zastanawiać - co? Zaraz owad będzie poza zasięgiem mojej ręki. Ostatnim wysiłkiem woli pokonałem senność, zmusiłem się, żeby chwycić gazetę która leżała na nocnej szafce przy łóżku. Uniosłem się na łokciu i trzepnąłem karalucha, aż plasnęło.

 

Straszliwy ciężar zwalił się na mnie z głuchym dudnięciem. Przytłoczyło mnie coś miękkiego, dużego, ciepłego, mokrego. To coś zsunęło się ze mnie i z jękiem spadło na podłogę.

 

Przy łóżku leżał teraz, pokrwawiony, z wypływającymi jelitami, z otwartą klatką piersiową i połamanymi, dziwacznie skręconymi rękami i nogami - zmiażdżony człowiek.

Napisz pierwszy komentarz

blog - blog