|
ZAKAZ CAŁOWANIA Nie wiem, co to był za program, bo prowadziłem samochód i jak zwykle przerzucałem się ze stacji na stację w poszukiwaniu czegoś ciekawego, nie patrząc skąd to pochodzi. W każdym razie słuchacze dzwonili, oburzeni że jest wiosna i że ludzie się całują. W miejscach publicznych. Padały różne argumenty, że to gorszące, nieprzyzwoite, padł nawet argument, może i celny, że to budzi zazdrość w ludziach samotnych, a więc jest ze strony zakochanych nie fair. Padła też nowatorska propozycja: utworzyć specjalne miejsca, gdzie zakochani mieliby prawo się całować. Coś jak w Boże Narodzenie pod jemiołą. To oszczędziłoby społeczeństwu widoku całujących się par. Oczywiście nie szukałem już innej stacji, tak mnie to przykuło. Jak by to miało wyglądać w praktyce? Proste. Trzeba tylko wyznaczyć punkty. Takie hot-spoty, a raczej kiss-spoty. Oznakowane wyraźnie. Może też otoczone jakimś parawanem? To nic, że odejmie to pocałunkom spontaniczność. Ale będzie porządek. Zakochane pary, gdy odczują potrzebę pocałowania się, szybko zlokalizują, wzrokowo lub iphonowo, gdzie jest najbliższy kiss-spot, po czym udadzą się tam najkrótszą drogą i wykonają tę nieprzyzwoitą czynność. Ja proponuję pójść dalej. Wszystkie pozostałe miejsca poza kiss-spotami oznakować planszą: „zakaz całowania”. Są już takie znaki, imitujące znak drogowy, z podpisem „zakaz pedałowania” i z przekreślonymi sylwetkami homoseksualistów. Dlaczego nie zrobić podobnego znaku z przekreślonymi główkami zbliżającymi się do siebie? Trzeba korzystać z dobrych doświadczeń. Teraz przychodzi mi do głowy coś jeszcze. Dlaczego poprzestać na zakazie pocałunków? A trzymanie się za ręce? Ileż w tym geście bezczelnego erotyzmu, jakież tam magnetyzmy, prądy, iskry przepływają, przeskakują miedzy tymi dłońmi! Dodajemy więc do zakazów - trzymanie się za ręce. Czy od zakazu mogą być jakieś wyłączenia? Na przykład ślubni małżonkowie? A może trzeba wydzielić grupy wiekowe? Czytałem wypowiedź jakiejś pani na forum z okazji dyskusji o inicjacji seksualnej, że jej zdaniem, to znaczy zdaniem tej pani, seks powinien być dozwolony od dwudziestego pierwszego roku życia (pani nie określiła, DO którego roku życia miałby być, jej zdaniem, dozwolony, a szkoda, bo trzeba być konsekwentnym). Co jeszcze? Pozostaje cała masa zachowań z pogranicza, takich spornych, gdzie można by się dopatrzyć za i przeciw. Trzymanie kogoś pod rękę? Albo jeżeli jedna osoba trzyma parasol a druga jej w tym pomaga trzymając ją za łokieć? Ileż niuansów, cóż za kodeksowy ugór do zaorania! Dalej: spojrzenia. W spojrzeniu można zawrzeć tyle, że aż strach. Może więc wprowadzić zakaz wymownych spojrzeń? I oczywiście ustanowić i oznakować „punkty spojrzeniowe”. Wielce nieprzyzwoite może być takie patrzenie na siebie. Któż wie, jak niecne myśli budzi buzia ukochanej? Więc chyba punkty spojrzeniowe nie wystarczą. Tutaj aż prosi się o wprowadzenie oficjalnego zakazu oglądania twarzy. Tylko jak to przeprowadzić w praktyce? Kto miałby to sprawdzać? Czy każda zakochana para ma nosić przy sobie kontrolną kamerkę, jak ciężarówka tachograf? Ale właściwie to bardzo proste. Wystarczy wszystkim dziewczynom naciągnąć na twarz burkę. I sprawa załatwiona. Byle bez otworu na usta! Ciekawe swoją drogą to uwzięcie się na pocałunki. Nikogo jakoś nie rażą ogolone łby, tipsy, kolczyki we wszystkich możliwych miejscach, oszpecanie się tatuażami, wrzaski, wulgaryzmy, ciamkanie, mlaskanie, bekanie, opadające portki ukazujące tłuste dupy dresiarzy, obleśne dziady w obwisłych portkach, ohydne paniusie wymalowane jak kurwy, wściekłe miny, nieufne spojrzenia... W audycji, której słuchałem, wrogami pocałunków byli nie tylko ludzie starsi, ale, o dziwo, również wielu młodych i pomyślałem, że trzeba mieć naprawdę coś z głową, żeby tak negatywnie przeżywać to, że ludzie się całują. Szczerze mówiąc nawet nie przyszłoby mi do głowy przyglądać się zakochanym parom, to przecież ich sprawa, a w ogóle to niech im będzie na zdrowie i bardzo to miłe, że się ludzie kochają. Stan zakochania trwa raczej krótko ale to jeden z nielicznych stanów, dla których warto żyć. I dlatego, oczywiście, należy tym szczęśliwcom go zepsuć, zniszczyć, rzucić się na nich, rozszarpać, podglądać ich z zazdrością, przeganiać ich z naszego pola widzenia. A jeszcze - koniecznie - wydzwaniać do radia z protestami. Na szczęście to chyba nie było Radio Dziewica, bo pani spikerka na zakończenie audycji powiedziała, że jest za. To znaczy za pocałunkami. Kiedyś spytałem znajomą Francuzkę co ją w Polsce najbardziej zdziwiło. Chwilę pomyślała, po czym dała taką odpowiedź: dziwne jest to, że u was nie ma zakochanych. Nie ma? - teraz ja się zdziwiłem. No, może i są, ale ich nie widać. Bo we Francji jest na porządku dziennym, że ludzie się całują, jeżeli mają na to ochotę. Wróćmy jednak do naszego tropienia złych zachowań, to fascynujące zajęcie. Przyszło mi teraz do głowy, że jest wielce prawdopodobne, iż zakochani wydzielają feromony. Nawet jeżeli idą obok siebie nie dotykając się. Feromonów nie widać, ale przecież one są! A więc robimy punkty feromonowe. Idźmy dalej: doznania erotyczne tak naprawdę dzieją się w głowie, w odpowiednich ośrodkach mózgu. Nie widzimy tego, ale to co? Przecież to istnieje! Nawet jeżeli para zakochanych próbuje nas zmylić przykładnie cnotliwym zachowaniem. Może więc łapać przechodniów i przymusowo poddawać ich badaniu elektroencefalografem? Można potem wydać takiemu certyfikat: wolny od grzesznych doznań. Albo, jeżeli nie wolny, skierować go do odpowiedniego punktu. Punktu dla tego, kto ma seks w głowie. Tylko gdzie skierować księdza, który pogłaszcze dziecko po główce?
|