|
ZŁY NAWYK Nasz instruktor od krav-magi mawia: jeżeli jakąś technikę chcemy uznać za opanowaną, to należy ją przećwiczyć trzy tysiące razy. Dopiero wtedy wyrabia się prawidłowy nawyk i można wykonać atak czy obronę szybko i bez zastanawiania się, którą ręką co, którą nogą co. Gorzej jest ze złymi nawykami. Jeżeli coś przećwiczymy niedokładnie albo z błędem, to dla odkręcenia tego nawyku musimy przećwiczyć jeszcze raz to samo ale już nie trzy tysiące razy - tylko dziesięć tysięcy. Tyle potrzeba, żeby zabić zły nawyk i na jego miejsce wdrukować poprawny. Nieraz pytamy instruktora dlaczego nas tak morduje. Dlaczego zajęcia trwają tak długo i ćwiczymy do siódmych potów? I na to nasz instruktor ma racjonalną odpowiedź: po to, żebyście się nauczyli działać w zmęczeniu i w stresie. Inaczej będzie tak, że w sytuacji prawdziwego zagrożenia nagle zapomnicie wszystkiego, czego się nauczyliście na sali treningowej. Wasza pamięć mięśniowa nie zadziała. Będziecie wymachiwać rękami bez sensu, bez ładu i składu, nie utrzymacie równowagi, napastnik dmuchnie w waszą stronę a wy od samego tego dmuchnięcia się przewrócicie. Jak dalece dbałość o dobre nawyki ważna jest przy szkoleniu niech świadczy ten drobny fakt, zakrawający trochę na kpinę, ale w gruncie rzeczy bardzo poważny. Gdy ćwiczymy obronę przed nożem, napastnik trzyma w ręku gumową atrapę noża. I zadaje ciosy napadniętemu. (tak nawiasem mówiąc nie ma skutecznej obrony przed nożem jeżeli jest on użyty przez nożownika, ale można się obronić przed napastnikiem który nie ma pojęcia o operowaniu tym narzędziem i wymachuje nim bez sensu). Ale nie o to chodzi. Ćwiczenie wykonujemy w parach, na zmianę, to znaczy raz jeden jest napastnikiem, a drugi się broni, a potem na odwrót. Pomiędzy tymi etapami musi nastąpić przekazanie „noża” czyli w tym przypadku gumowej jego imitacji, od „napastnika” do „broniącego się”, który za chwilę stanie się „napastnikiem”. Innymi słowy partnerzy mają sobie przekazać nóż. I tu ciekawostka: nie wolno tego noża partnerowi podać. Nóż należy odrzucić od siebie, a partner ma do niego podbiec i go podnieść. Tylko i wyłącznie w taki sposób może się dokonać zamiana ról, i jest to tak ściśle przestrzegane, że jeżeli ktoś o tym zapomni to za karę robi dziesięć pompek, i to „na kostkach”, czyli podpierając się zaciśniętymi pięściami. Dlaczego? Skąd ten upór w tak, zdawałoby się, drobnej i nic nie znaczącej sprawie? Dlatego, że po setkach ćwiczeń nasza pamięć mięśniowa nauczy się podawać komuś nóż. I to się może skończyć tragicznie. Na przykład - odebraliśmy napastnikowi niebezpieczne narzędzie a potem z rozpędu, machinalnie... oddajemy mu je - bo mamy ten gest przećwiczony. Bo mamy zły nawyk. Zły nawyk. Precyzja szkolenia. Szkolenie inteligentne, dalekosiężne, przewidujące. Jakoś nie wiem dlaczego ale kojarzy mi się to wszystko z dyskusją o szkoleniu polskich pilotów wojskowych, jaka ostatnio przetacza się przez nasze media. I jeszcze jedno skojarzenie, które powraca do mnie od pewnego czasu. Scena sprzed kilku lat. Jadę samochodem z Warszawy do Kielc. Jest mgła. Widoczność - jakieś czterdzieści metrów. Zwalniam do pięćdziesięciu kilometrów na godzinę. To oznacza, że w sekundę pokonuję dwanaście - trzynaście metrów. To mi daje kilka sekund na zauważenie ewentualnej przeszkody, podjęcie decyzji, wykonanie manewru, wyhamowanie. Jazda z prędkością wyższą byłaby szaleństwem. I tak nie czuję się pewnie, mimo olbrzymiego stażu za kierownicą. Gdyby trafił się jakiś parking, chętnie zjechałbym z drogi i przeczekał. Nagle ktoś mnie wyprzedza. I to nie ślamazarnie, ale z fantazją. Musi mieć na liczniku co najmniej siedemdziesiąt kilometrów na godzinę. Momentalnie znika przede mną we mgle. Pomyślałem, że to wariat. Może pijany? Może naćpany? A może to ktoś kto zna drogę na pamięć, a ponieważ jest to dwupasmówka, więc wydaje mu się, że może jechać śmiało, przecież nie zderzy się z kimś z naprzeciwka. Nie myśli jednak o tym, że na drodze, którą on zna jak własną kieszeń, może na przykład stać zepsuty samochód. Jedzie na pamięć - i na ślepo. I bezmyślnie. Zadziwiające. Jednak po chwili zdziwiłem się jeszcze bardziej. Wyprzedził mnie kolejny samochód. I następny. I jeszcze jeden. Ruch się zwiększył i odtąd, mimo że mgła była nadal jak mleko, co chwila wyprzedzały mnie pędzące auta. Może ja mam słaby wzrok? Może inni lepiej widzą we mgle? Skądże, wzrok mam doskonały. Zresztą żaden wzrok nie przebije mgły. Więc co to oznacza? To oznacza po prostu, że większość kierowców jedzie na zasadzie: jakoś to będzie. Może się uda. Statystyki wypadków na polskich drogach wskazują, że nie zawsze się uda. Kiedy porównuję zachowania i nawyki kierowców polskich, czeskich, słowackich - do zachowań kierowców w krajach Starej Unii uderza mnie jedno: tam - czyli w krajach Starej Unii - ludzie jeżdżą równie bezczelnie, sprytnie i po chamsku jak u nas. Natomiast nie jeżdżą GŁUPIO.
|