Strona główna blog

ŚMIERĆ NIGERYJCZYKA


 

ŚMIERĆ NIGERYJCZYKA

 

Według mnie sprawa wyglądała tak:

biedni policjanci przemykali się strachliwie wśród tłumu rozwrzeszczanej, czarnej dziczy. W pewnej chwili Nigeryjczyk podbiegł do jednego z policjantów, kopnął go w jaja, otworzył jego kaburę, wyrwał z niej pistolet i strzelił. Chciał oczywiście strzelić do policjanta - to przecież jasne, każdy czarnuch tylko marzy, żeby zastrzelić biednego policjancika - ponieważ jednak nie był obyty z bronią, więc nie wiedział z której strony wylatuje kula i trzymał pistolet na odwrót. I stało się to co się stało. Kula trafiła go w brzuch i agresywny Nigeryjczyk sam wymierzył sobie sprawiedliwość.

 

Aż strach pomyśleć, że tak niewiele brakowało, a dzielny policjant by zginął. Że do tego nie doszło, sprawił albo przypadek, albo, co bardziej prawdopodobne, ręka Boża, która zawsze ingeruje w takich momentach na korzyść nas, nadludzi. Nie na darmo się mówi "człowiek strzela, pan Bóg kule nosi”. Oczywiście określenie „człowiek” w przypadku czarnucha jest mocno przesadzone, ale niech tam.

Oburzenie budzi fakt, że policjant, który omal nie zginął na służbie, musi się teraz tłumaczyć i nie dostał jeszcze orderu za odwagę.

 

A tak serio:

Byłem kiedyś przypadkowym świadkiem podobnego "robienia porządku" na stadionie przez policjantów, i chociaż wtedy obeszło się bez strzelania do kolorowych, to jednak brutalność, chamstwo i agresywność policjantów były porażające.

 

Czy pamiętacie z „Huckleberry Finna” ten genialny dialog między ciocią Sally a Huckiem o katastrofie na statku parowym? Huck (udający w tej scenie Sida Sawyera, młodszego brata Tomka) tłumaczy dlaczego przyjechał na farmę Cioci i Wujka kilka dni później niż się go spodziewano:

- Wybuchło nam coś i wyrwało tłok.

- Wielki Boże! Raniło kogoś?

- Nie, proszę pani. Tylko zabiło jednego murzyna.

- Wielkie szczęście, bo czasem taki tłok potrafi zranić człowieka.

 

Chyba niewiele poszliśmy do przodu od tamtych czasów gdy Huck musiał wykradać murzyna aby go uwolnić.

A może poszliśmy do tylu?

Na forach internetowych już pojawiły się wpisy w rodzaju:

„To bardzo dobrze, że go zastrzelono”.

„Brawo policja!”

„A co on robił w Polsce!? Oszukiwał! Sprzedawał podróbki!”

„Nieuczciwy czarnuch!”

 

Ciekawe swoją drogą, czy te korporacje, których podróbki sprzedawał „nieuczciwy czarnuch”, same nikogo nie oszukują? Bo z tego co wiem to większość korporacji:

- Testuje swoje produkty na zwierzętach, powodując u nich niewyobrażalne dla nas cierpienia.

- Niszczy środowisko - przyczynia się do zatrucia atmosfery, do wycinki lasów, do zaśmiecania planety odpadami, opakowaniami, wyciekami.

- Zmiata z rynku mniejsze firmy, powodując bankructwa, zubożenie, czasem przyczyniając się pośrednio do samobójstw.

- Eksploatuje bezlitośnie nie tylko zwierzęta, rośliny i zasoby mineralne planety, lecz również własnych pracowników, zmuszając ich do pracy po kilkanaście godzin na dobę.

 

W tym kontekście zestawienie tułacza-emigranta, który musiał opuścić swój kraj i żyje wśród obcych, wrogich ludzi daleko od miejsca gdzie się urodził i wychował, daleko od swojej rodziny której nie ma szansy odwiedzać, i który walczy żeby nie umrzeć z głodu, walczy tak jak potrafi, on nie skończył uniwersytetów, tatuś nie dał mu miliona dolarów na rozruch biznesu, znajomi tatusia nie załatwili mu pracy w dobrej firmie, on ma jeden wybór - zdechnąć z głodu albo handlować podróbkami - otóż zestawienie go z korporacją, którą „okrada” jest absurdalne, świadczy o tym jak krzywo, nieprecyzyjnie i niesprawiedliwie widzimy świat. Jak go nie znamy, nie rozumiemy, i znać nie chcemy.

 

Oczywiście, można wytoczyć argument z innej beczki: podróbki są produkowane w Chinach, masowo, bez przestrzegania żadnych norm. Chiny zatruwają planetę gorzej niż wszystkie zachodnie korporacje razem wzięte. Nabywcy podróbek mają duże szanse na wdychanie toksyn. Wszystko to prawda. Ale czy za to mamy człowieka zastrzelić? O wiele sensowniej w takim razie byłoby zbombardować Chiny. Tylko że to wymagałoby odwagi. Zastrzelenie biedaka natomiast żadnej odwagi nie wymaga. Jest aktem tchórzostwa. Jest typowym przeniesieniem agresji na ofiarę zastępczą. Mordem rytualnym. Jak twierdzi René Girard: ofiara mordu, zanim stanie się kozłem ofiarnym pierwotnej społeczności, zostaje przez tę społeczność naznaczona. Tutaj nawet nie było potrzeby. Nigeryjczyk sam się naznaczył - rodząc się w innym kolorze niż my.

Pamiętacie „Malowanego Ptaka” i tę scenę gdy jedna z postaci - prymitywny mieszkaniec jeszcze bardziej prymitywnej wioski gdzieś w Europie Środkowej - łapie szarego ptaka, maluje go na jaskrawe kolory i wypuszcza, a wówczas szare stado rzuca się na tak naznaczonego ptaka i go zadziobuje?

To była oczywiście scena symboliczna, udosłownienie mechanizmu, w praktyce naznaczenie jest o wiele bardziej wyrafinowane, polega na przyklejaniu cech psychicznych osobnikowi, na którego chcemy skierować agresję.

I tutaj widzimy takie próby. Bo oprócz głosów, że to „czarnuch”, widzimy już próby doklejania mu cech charakterologicznych, które są o tyle praktyczniejsze, że nie da się ich zweryfikować czy obalić. A więc czarnuch jest nie tylko czarny. Czarnuch jest nieuczciwy (oczywiście w przeciwieństwie do nas, bo my, biali, jesteśmy uczciwi).

„Nie dajmy się wykorzystywać tym kolorowym nierobom!” To wołanie przetacza się falami przez Europę.

Cóż można temu wołaniu przeciwstawić? Może to zdanie, wypowiedziane kiedyś całkiem serio i z miłym uśmiechem przez prezenterkę programu podróżniczego, taką niby-dziennikarkę która w naszym imieniu poznaje świat i nam go objaśnia, a które to zdanie, z całą infantylną naiwnością, odsłania czarną stronę naszej białej uczciwości. Dziennikarka, uśmiechając się do kamery i poprawiając włosy, powiedziała: „Dobra passa Liverpoolu i jego oszałamiający rozwój gospodarczy zaczęły się w chwili gdy stał się on punktem przeładunkowym w transporcie niewolników z Afryki do Europy”.

 

Komentarze czytelników (1)

blog - blog